piątek, 7 grudnia 2012

Rodział XXXVIII.


Z perspektywy Mari.
Obudziłam się nawet, po mimo tego, że budzik nie zadzwonił. Po prostu było mi za gorąco, gdy leżałam pomiędzy Zayn’em, a Nialler’em. Jakoś, nie bardzo mnie to zdziwiło, bo obydwoje raczyło się do mnie przytulić. Obydwoje, trzymali swoje ręce na moim brzuchu, miedzy nami była granica równa zero! Aż żal było mi ich budzić, tak słodko spali. Chciałam wstać jak najdelikatniej, żeby ich nie budzić. Mieli jeszcze trochę czasu do spania. Dopiero na 10 jedziemy do lekarza. No niestety, nie udało się. Gdy tylko się poruszyłam, obydwoje się przebudzili.
- M…? Co jest? – zapytał zaspanym głosem Zayn.
- Nic, cii… Idźcie jeszcze spać. – odpowiedziałam.
- Która godzina? – rzucił w moja stronę blondyn. Zayn chwycił za mój telefon, aby sprawdzić godzinę na wyświetlaczu.
- Jest… 8.30. – odpowiedział mulat.
- Czy ty kurwa spać nie możesz?- ocknął się blondyn.
- Za gorąco mi. – rzuciłam, mierząc obydwu.
- Nie dziwie ci się, leżeć pomiędzy takimi ciachami. Wiesz ile dziewczyn dało by się zabić? – uśmiechnął się łobuzersko Zayn.
- Skromny jak zwykle. – zaśmiałam się. – Idźcie jeszcze spać. – powiedziałam i zniknęłam w łazience. Ogarnęłam swoją katastrofę na głowie i twarzy. Ubrałam się w to co dzień wcześniej przygotowałam i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Przy okazji zawitałam do salonu i włączyłam TV. Z lodówki wyciągnęłam  mleko i płatki kukurydziane. Wsypałam płatki do miseczki i zalałam ciepłym mlekiem.
- Smacznego M. – Zayn ucałował mój policzek na „dzień dobry”.
- Dziękuję. Chcesz płatki? – uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Nie dzięki, zjem tosty. – zaczął przygotowywać wszystkie potrzebne składniki. Po przygotowanym śniadaniu, usiadł naprzeciwko mnie.
- Niall jeszcze śpi? – zapytałam.
- Taa…. – nie dokończył, bo do naszych uszu dobiegł dziwny dźwięk, jakby coś spadało ze schodów. To był Niall, który siedział po sekundzie z głową w lodówce.
- Uff! Jak dobrze, o boże, a już się bałem. – mówił, trzymając swoja blond głowę w lodówce.
- Niall… - spojrzeliśmy na niego zszokowani.
- Boo…No bo śniło mi się… - mówił zdyszany. – Śniło mi się, że całe jedzenie zniknęło! – w tym momencie, ja i Zayn wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Niall.. - nie mogłam wykrztusić z siebie nic, prócz śmiechu.
- To nie jest śmieszne!- powiedział oburzony.
- Zbieraj się kochanie. – rzucił do mnie Zayn, który odstawiał swój talerz do zlewu.
- Tak, już.. Czekaj chwilę.
- Już jedziecie? – Niall spoglądał to na mnie to na Zayn’a.
- Na tym USG możliwe jest to, że usłyszymy bicie serduszka. – uśmiechnęłam się.
- Mari! – poganiał mnie Zayn.
- No idę! – odpowiedziałam i razem z blondynem weszliśmy do przedpokoju. Zayn pomógł założyć mi kurtkę, gdyż na dworze niebo było strasznie pochmurne.
- Nie za ciekawa pogoda by dowiedzieć się jak się ma twoje dziecko. – zaśmiałam się nerwowo.
- E tam, gadasz! Wszystko będzie okej i nic nie zepsuje tego dnia. – powiedział, przyciągając mnie do siebie i tuląc.
Wsiedliśmy do jego samochodu i po chwili wyruszyliśmy w drogę do lekarza.
- Zayn.. – zaczęłam i spojrzałam na mulata.
- Tak?- patrzył na drogę.
- Przed wyjazdem do Polski, pojechałbyś ze mną kupić już rzeczy dla dziecka? – uśmiechnęłam się.
- Pytasz się jeszcze! Pewnie, że pojadę. Sama sobie rady nie dasz. A tak ogólnie pytając rodzice wiedzą o dziecku?- zerknął w moją stronę.
- Nie, nic nie wiedzą. – powiedziałam pod nosem.
- Masz zamiar kiedyś im powiedzieć?
- Mam, chcę do nich jechać jutro z rana.
- Pogadaj z Niall’em, żeby cię zawiózł.
- Gadałam, powiedział, że pojedzie ze mną. Nie masz o co się martwić. – w tym momencie Zayn zaparkował auto, przed samymi drzwiami kliniki.
- Będę się martwić. W końcu teraz mam o kogo. – powiedział nachylając się i całując mój policzek. Wyszliśmy z samochodu, Zayn otulił mnie ramieniem, przytulił mnie do siebie tak mocno jakby bał się, że coś złego może się nam stać. Podeszłam od recepcji, pielęgniarka, która siedziała za ladą wskazała mi numer gabinetu i powiedziała, że dr.White już nas oczekuje.
- Gabinet 201. – rzuciłam w stronę Zayn’a. – Chcesz zaczekać? – dodałam po chwili namysłu.
- Mowy nie ma! Wchodzę z tobą! Chcę zobaczyć jaką mordeczkę będę miał pod dachem. – uśmiechnął się do mnie.
- Ej, ty, jeszcze twarzy nie będzie widzieć! – powiedziałam, klepiąc w ramię.
- Wiem, ale Mari.. – powiedział nagle poważnie. – Jeśli wy będziecie mieszkać ze mną to ja się czuję odpowiedzialny za waszą dwójkę. Czuję tak jakby to hm.. Było moje dziecko, ale nie zapominam, że jest to Harry’ego robota, więc tak jakby jestem drugim tatą. – zaśmiał się, a w głębi serca poczułam takie uczucie ciepła, że rzuciłam mu się na szyje i mocno przytuliłam.
- Dziękuję bardzo. – powiedziałam na ucho.
- To jak, gotowa? – zapytał, odsuwając mnie od siebie i przyglądając mi się.
- Nie. – odpowiedziałam, ale złapałam go za rękę. – Nie mam innego wyjścia.
I zapukałam do drzwi, by po chwili ujrzeć starszego mężczyznę po czterdziestce za biurkiem.
- Dzień dobry. – powiedziałam równo z Zayn’em. Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
- Pani Mari Larousse? – zapytał, a ja kiwnęłam głową.
- Zapraszam na fotel, a pan może usiąść obok i oglądać dziecko. – powiedział ciepło doktor.
Usiadłam, tak jak nakazał i ściągnęłam bluzkę, by stanąć przed Zayn’em w samym staniku. Chłopak oblał się rumieńcem i przegryzł wargę.
- Robiłaś już badania USG? – zapytał się.
- Tak. – odpowiedziałam cicho.
- A pan uczestniczył przy takim badaniu? – zapytał się Zayn’a lekarz.
- Nie miałem przyjemności. – zaśmiał się.
- To proszę się przyglądać i podziwiać co ta mała osóbka w sobie nosi. – uśmiechnął się lekarz. Dopiero teraz, gdy tak siedziałam, zdałam sobie sprawę, że przytyłam, a mój brzuch urósł o dobre 5 centymetrów.
- O boże, jak mi się przytyło. – nerwowo zamrugałam, by ukryć to jak wielkie wrażenie to na mnie zrobiło. W między czasie zdążyłam spostrzec gromiące spojrzenie Zayn’a.
- Ile ważyła pani przed ciążą? – zapytał lekarz.
- Hm, na ostatnich badaniach wyszło mi 52 kilogramy.
- Wstań na chwilkę to jeszcze teraz cię szybko zważymy, bo potem zapomnimy. – zaśmiał się lekarz i wskazał mi dłonią dużą wagę.
Wstałam z fotela i podążyłam we wskazane miejsce. Cały czas czułam na sobie wzrok Zayn’a. Stanęłam na wadzę i spojrzałam w dół by zobaczyć cyferki na urządzeniu.
- O mój boże, aż 59 kg?! Nie wierzę.. Zaraz się popłaczę.  – powiedziałam łamiącym się głosem.
- Cii, wszystko będzie okej, najważniejsze by było zdrowe. – powiedział Zayn, który nagle zmaterializował  się koło mnie i mnie przytulił. Czułam jego dłonie na swoich nagich plecach, na moich dłoniach pojawiła się gęsia skórka.
- Zapraszam na badanie. – odezwał się lekarz, chrząkając z krzesła.
- Już, przepraszam. – szybkim krokiem usiadłam na fotelu i czekałam, aż lekarz posmaruje mój brzuch zimnym żelem. Zayn stanął po mojej prawej stronie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego, dziękując w duchu, że jest przy mnie.
- Hm. – usłyszałam zamyślony głos lekarza i spojrzałam na niego.
- Czy coś nie tak? – zaniepokojona zapytałam.
- Właśnie nie, jest wszystko w jak najlepszym porządku. Dziecko rozwija się tak jak należy i jeśli będzie się pan opiekował dziewczyną i swoim dzieckiem to urodzi się zdrowy bobas. – uśmiechnął się przyjaźnie lekarz.
- Panie doktorze, ale to nie jest jego dziecko. – powiedziałam spoglądając znów na Zayn’a u którego w oczach było można dostrzec iskierki szczęścia.
- A, to przepraszam. – powiedział lekarz.
- Nic się nie stało. Ten o to pan i tak będzie się opiekował naszą dwójką. – uśmiechnęłam się i ścisnęłam mocniej dłoń Zayn’a.
- Powodzenia. – powiedział lekarz i kazał mi się ubrać. Zrobiłam to co nakazał i usiadłam ponownie przy jego biurku. Lekarz opowiedział o przebiegu życia w ostatnich dniach mojego dziecka oraz umówił się ze mną na kolejne spotkanie. Wypada to dzień przed ślubem Liam’a i Danielle.
Wyszliśmy z Zayn’em przed budynek i staliśmy tak nie wiedząc co teraz mamy robić.
- Mogę? – zapytał się Zayn, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
- Jasne. Nie widzę w tym problemu. Ale chyba nie przy dziecku, skoro jesteś jego ‘tatusiem’. – zaśmiałam się.
- Cały czas o tym zapominam. – powiedział chłopak i podszedł do mnie. Złożył na moich ustach krótki pocałunek, a potem mnie mocno przytulił. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę samochodu.
- Mari? – nagle stanął w miejscu.
- Co jest? – zaniepokojona odwróciłam się do mulata.
- Idziemy coś zjeść zanim pojedziesz do Danielle i już nie będziemy się widzieć? – zapytał, patrząc mi w oczy.
- Jasne, na co masz ochotę? – zaśmiałam się.
- Ty wybieraj.
- Co powiesz na kurczaka? – uśmiechnęłam się do niego. Od zawsze wiedziałam, że chłopak kochał mięso, tym bardziej kurczaka.
- Czytasz mi w myślach! To chodź, jedziemy. – otworzył mi drzwi od samochodu i pozwolił wsiąść pierwszej. Po chwili sam usiadł na siedzeniu kierowcy i ruszyliśmy.

Z perspektywy Harry’ego.
- Stary, jedź do niej, pogadajcie i wróćcie do siebie! – wrzeszczał na mnie Louis.
- Nie rozumiesz, że ona jest w ciąży? – zapytałem się go.
- I właśnie dlatego masz do niej jechać!  - powiedział wkurzony.
- Niby czemu? – zapytałem. Nie rozumiałem ani jednego słowa o czym on do mnie mówił.
- Jesteś tak głupi czy tylko udajesz? – zapytał, siadając na kanapie w moim pokoju hotelowym.
- Widocznie jestem. – westchnąłem.
- To jest twoje dziecko! Ty zrobiłeś jej to dziecko i to jest teraz na twoich barkach, by to dziecko miało jak najlepiej w życiu.
- Spójrz na mnie! Jestem zasranym osiemnastolatkiem, który chce jeszcze pożyć, a nie niańczyć jakieś dziecko.
- Jakieś dziecko?! Weź kurwa dorośnij! TO JEST TWOJE DZIECKO! Nie wiesz kurwa co to gumki?! Jeszcze tego mam cię uczyć? Chłopie! Właśnie dlatego, że masz osiemnaście lat powinieneś zachowywać się jak na osiemnastolatka przystało, a nie jak jakaś hot 13, która by chodziła na imprezy, całowała się z kim popadnie i piła! Dorośnij w końcu i zrozum, że jak dalej pójdzie to nie stracisz tylko tego dziecka, ale też i swoją największą miłość! – wrzasnął na mnie i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Podszedłem do barku i wyciągnąłem butelkę whisky, by po chwili trzasnąć nią o ścianę. Louis sprawił,  że zacząłem się zastanawiać nad wszystkim. Nie wiedziałem teraz co mam zrobić. Sprawił, że to dziecko nagle stało się nie tylko ‘tym dzieckiem’, ale ‘moim dzieckiem’. Poczułem, że to wszystko moja wina, że Mari nosi w sobie nasze wspólne dziecko, które przez moją głupotę powstało. Teraz ona cierpi, bo jest sama z tym wszystkim. Zostawiłem ją samą. Zostawiłem ich samych.
Położyłem się na łóżku i chwyciłem laptopa. Odpaliłem go i włączyłem twitter’a.  Jedyny tweet, jaki przykuł moją uwagę, był tweet Niall’a. „@NiallOfficial @zaynmalik & @MariCLarousse wspólne dzielenie łóżka hahahahaha”.
- Co kurwa!?- przyglądałem się uważnie tweet’owi. Gdy trochę ochłonąłem postanowiłam odpisać i zrobić follow kilku osobom. Gdy zacząłem odpisywać na tweety, ludzie zaczęli wysyłać do mnie dziwne linki. Na początku ignorowałem je, aż w końcu postanowiłem otworzyć pierwszy link. Co ujrzałem? Ujrzałem swojego przyjaciela, który tulił do siebie moją dziewczynę. Okej, nieraz się przytulali. Rozumiem. Wkrótce pojawił się inny link. Kliknąłem z ciekawość.  Pożałowałem. Na zdjęciu Zayn całował Mari w usta! Do moich oczu napłynęły łzy, laptop spadł z moich kolan. A ja gapiłem się przed siebie  jak sroka w gnat. W mojej głowie kłębiło się tysiąc myśli na sekundę. Wyłączyłem laptopa i podszedłem do barku. Wyciągnąłem z niego 0.5 i do tego cole.
- Kiedyś będę musiał z nią pogadać, ale jeszcze nie na to pora. – powiedziałem do siebie, robiąc drinka.
- Szybko się pociesza i to jeszcze z Zayn’em. Jak on mógł, jak ona mogła! – wydałem się na całe gardło, następnie wypiłem wszystko do dna.

___________________________________________________________
I jest już ten 38...trochę nudny...z resztą jak zawsze kiedy ja piszę albo coś w tym stylu...
W skrócie.... pojechałam na ten pre-casting do X Factor teraz czekam do 12 czy zadzwonią czy nie... Jeśli zadzwonią to jadę na casting, jeśli nie to nie... Ale będę próbować dalej :) W końcu trzeba ruszyć dupę i zacząć coś robić ze swoim życiem...ja właśnie spełniam swoje marzenie :) KOCHAM WAS <33 ~Camille

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział XXXVII.


Z perspektywy Mari.
Zayn nie chciał spędzać kolejnej nocy samotnie. Więc znów spaliśmy w jednym łóżku. On po jednej krawędzi łóżka, a ja po drugiej. Mniej więcej tak było jak się obudziłam.
Szkoda mi chłopaka. Gapiłam się w sufit przez dobre pół godziny, rozmyślając jak to dalej będzie. Co mamy zrobić? W każdym razie, lecimy do Polski. To była ostateczna decyzja Zayn’a, którą raczył podjąć bez wahania. Wygramoliłam się spod kołdry. Spojrzałam na mulata. Jeszcze słodko spał…
Chwyciłam za szlafrok i zeszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam mleko i nalałam go do małego garnka. Do wielkich kubków nasypałam kakao. W miedzy czasie, kiedy mleko się grzało zrobiłam tosty  z dżemem i nutellą. Kiedy smarowałam tosty dżemem, usłyszałam kroki Zayn’a.
- A mówiłem ci coś! – powiedział w moją stronę.
Odwróciłam się do niego.
- Siódmy tydzień, nie szósty miesiąc…pamiętasz? – wskazałam na swój brzuch.
Ten zaś tylko przewrócił teatralnie oczami i chwycił za tosta.
- Zaraz będzie kakao.
- Mniam…- uśmiechnął się w moją stronę i usiadł przy stole.
Chwyciłam za garnek i zalewałam gorącym mlekiem nasz napój. Jeden kubek podałam Zayn’owi i usiadłam naprzeciwko niego.
- Bukujemy dzisiaj bilety do Polski. – powiedział, przełykając kawałek tosta.
- Tak, tak…Zabukuję. – posłałam mu ciepły uśmiech i poszłam do salonu po swoje VAIO.
Przeglądałam strony jak leci.
- Bad news, skarbie. – rzuciłam w jego stronę.
- Co jest? – prawie by zakrztusił się tostem.
- Najwcześniejszy samolot, bezpośrednio do Polski jest za półtora tygodnia. – rzekłam zrezygnowanym tonem.
- Dopiero?! – wykrzyczał.
- Niestety.
- Dobra, bukuj je… I tak jeszcze musisz pozałatwiać swoje sprawy… - odpowiedział wstając z krzesła. Wzruszyłam tylko ramionami i zaczęłam bukować bilety…do Polski…do Elli. Po piętnastu minutach bilety już były.
- Już. – oznajmiłam z triumfem.
- Kocham cię. – posłał mi całusa, mulat.
- Ja ciebie też.
- Zadzwonię do Niall’a co? – zapytał.
- A po co? – odparłam zdziwiona.
- No potrzebujemy kolejnej opiekunki. – zaśmiał się i wyciągnął swojego IPhone’a.
W miedzy czasie, ja ulotniłam się do swojego pokoju. Dzisiejszy dzień spędzamy w domu. Nigdzie nie wychodzimy. W każdym razie nie mamy zamiaru nigdzie wychodzić. Za dużo się dzieje w moim życiu i życiu Zayn’a. Moja ciąża, przez którą mam zamiar przejść bez jakich kolwiek komplikacji i Elli… Teraz tylko skupiam się na tych dwóch rzeczach.
Mieszkałam już sporo u Zayn’a. Ale czas chyba poszukać swojego lokum. Nie będę przecież siedzieć i zawracać mu głowy przez całe życie, czy też dziewięć miesięcy. Gadałam do swojego odpicia w lustrze. Wyszłam z łazienki, ubrana w swój stary, rozciągnięty już dres.
- I jak? Przyjedzie? – zapytałam się Zayn’a, który siedział przy wyłączonym telewizorze.
- Uhm, za chwilę, bo teraz jest na śniadaniu i musi go dokończyć.
- No tak, przecież jedzenie ważniejsze. – powiedziałam i się zaśmiałam.
- Dla niego? Oczywiście, ale nie zapominaj, że przeżyłby bez jedzenia, bez nas już nie. – powiedział i poklepał miejsce koło siebie.
Usiadłam na wskazanym przez jego miejsce. Przez chwile po prostu siedzieliśmy dopóki nie poczułam jak Zayn mnie przytula do siebie, a po chwili cicho płacze. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. To wszystko jest teraz tak dziwne, tak inne, od tego wszystkiego co jeszcze mieliśmy miesiąc temu. Odsunęłam się od chłopaka, kiedy ochłonęliśmy i spojrzałam na niego.
- Pomożesz mi? – zapytałam się go.
- Jasne, ale w czym? – jak zwykle mogłam na nim polegać.
- Muszę znaleźć nowy dom.. Nasza dwójka nie będzie zawracać ci głowy.. – chciałam coś powiedzieć, ale ten już zaprotestował.
- Nie ma takiej mowy, odmowa, anulowane pytanie. Wiesz.. Jakbyś zauważyła to ten wielki dom jest pusty jak palec, a ja w nim czuję się nieswojo. Dzięki tobie to miejsce ożywa i staje się lepsze, więc błagam, nigdzie mi nie odchodź i zostańcie ze mną. – pierwszy raz powiedział o mnie i o moim dziecku jako ‘my’.
Odebrało mi mowę.
- To jak? Zostaniecie?
- No pewnie. – powiedziałam.
Szczęśliwy chłopak przybliżył się do mnie i musnął moje usta. I jak nie trudno się domyśleć, w takiej pozie zastał nas Nialler.
- Cholera. – powiedział, zasysając się powietrzem.
Odskoczyłam jak oparzona od Malik’a. Z czerwoną twarzą spojrzałam na Horan’a.
- Wiesz, w tym domu istnieje takie magiczne urządzenie, dzwonek się nazywa! Mógłbyś go chociaż raz w życiu użyć, wiesz?! - naskoczył na blondyna Zayn.
- Boże, jaki bulwers... Sam do mnie dzwoniłeś, że mam przyjechać. - odpowiedział Niall.
- Dobra, chłopcy ale po co ta awantura? Po co ten stres? - wstałam z kanapy i spojrzałam na obydwu. Niall spojrzał na mnie, zszokowanym wzrokiem, Zayn'a oczy były przepełnione smutkiem, troską i zakłopotaniem.
-Idę robić obiad. - machnęłam rękoma i weszłam do kuchni.
- Idziemy z tobą! - wbiegł za mną do kuchni Nialler.
-Nawet nie waż mi się co kolwiek wyjmować z lodówki! - pogroził palcem mulat.
- My się tym zajmiemy. - wtrącił Niall, który właśnie trzymał w rękach kawałek żółtego sera.
- No ale.. Wy prędzej dom spalicie, niż coś ugotujecie... - zaczęłam rozglądać się do kuchni.
- Będziesz nadzorować naszą pracę. - przytulił mnie blondyn.
- Będziesz mówić wszystko, krok po kroku co mamy robić... A tak w ogóle to co gotujemy? - Zayn spoglądał to na mnie to na Niall'a.
- Spaghetti! Spaghetti! Proszę, spaghetti! No prooooooooooszę! – padł na kolana Nialler.
- To robicie spaghetti… nie jest to zbyt skomplikowanie, myślę, że wam się uda. – posłałam im ciepły uśmiech. W między czasie Zayn spojrzał na mnie i wskazał palcem na krzesło.
- Oj dobra, już siadam. – przewróciłam oczami i zaczęłam bawić się telefonem. Chłopcy ubrali fartuchy i zaczęli gotować… Przyglądałam się im uważnie. Było dużo śmiechu i zabawy.
- Dopraw to mięso gamoniu! – krzyknął Zayn, który tarł ser.
- Nie krzycz na mnie! Na mnie się nie krzyczy do cholery! Mnie się przytula.
- Niall, dopraw to mięso, proszę ciebie. – powiedział spokojniejszym tonem mulat.
- Widzisz, świat jest piękniejszy jeśli jesteś milszy. – parsknął śmiechem.
- Boże, jak was widzę, to chce mi się śmiać i płakać jednocześnie. – Wstałam z krzesła i podeszłam, by zamieszać makaron.
- Ciebie nosi nie? – zwrócił się do mnie Zayn.
- No, miota mną jak szatan! – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Właśnie widzę, telepie tobą jak nie powiem czym.
- Nie lubię siedzieć bezczynnie. – uśmiechnęłam się przesłodko.
- Ale nie masz wyjścia. Dzwoniłaś do lekarza? – spojrzał na mnie spode łba brązowooki.
- Do lekarza? – zdziwił się Niall.
- Tak, M. ma iść na kolejne USG. – oznajmił mu mulat.
- Nie jeszcze…. – zaalarmowałam. – Ale już właśnie idę to zrobić. – chwyciłam za telefon i wystukałam numer do Danielle.
- Hej Dani.
- A taki psikus, bo nie Dani. – zaśmiał się Liam.
- Hej Liam.
- No hej mamuśka. Czego twa dusza pragnie?
- A ma dusza pragnie twojej Danielle. – zaśmiałam się.
- Cholera, wiedziałem, że cos przede mną ukrywa… Ukrywała ciebie. – powiedział z udawanym smutkiem.
- Przykro mi, że dowiedziałeś się w taki sposób.
- To boli! – odezwał się.
- Dobra, koniec żartów. Masz ją gdzieś obok siebie? – przeszłam do rzeczy.
- Właśnie wybieramy tort weselny, ale już ci ją daję.
- Tak, bo to sprawa życia bądź śmierci.
- Hej mamuśka.. -  usłyszałam głos Danielle.
- Hej panno moda. – zaśmiałyśmy się obydwie. – Jak idą przygotowania do ślubu?
- Na razie mamy tort, Liam ma już garnitur, ale jutro ty i Eleanor idziemy wybierać suknie ślubną i suknie dla druhen. Bo zostaniesz moją druhną co? Liam ma 4 facetów, a ja mam tylko ciebie, Eleanor, siostrę i Elli… - tu przerwała.
- Elli…- powtórzyłam zamyślona.
- To jak? – ocknęłam się po chwili.
- Tak, jutro pójdziemy wybrać suknie ślubną. A kiedy się pobieracie?
- Planujemy pobrać się w wigilię, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Liam mówił, że twoja dusza czegoś ode mnie potrzebuje.. Więc pytaj o co chcesz.
- Tak, potrzebuję dobrego lekarza. Muszę iść na USG z maleństwem. – poklepałam swój brzuszek.
- Właśnie, jak się czujesz? – zaczęła wypytywać Dan.
- Dobrze, Zayn opiekuje się mnie jak tylko może. No i doszła nam teraz kolejna opiekunka, Nialler przyjechał dzisiaj. – nagle w kuchni rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Odstawiłam słuchawkę od ucha i zaglądnęłam do środka.
- Co się tu dzieje?! – zaczęłam się rozglądać po kuchni. Bajzel, jeden wielki bajzel. Wiedziałam, że tak będzie kiedy ich zostawię.
- Sytuacja opanowana! Nie musisz się niczym martwić!- zmaterializował się przede mną blondyn.
- Właśnie, wszystko pod kontrolą kochana.- odezwał się Zayn.
- Widzę właśnie, jak bardzo panujecie nad sytuacją.
- Nie stresuj się piękności ty moja. – pocałował mnie w policzek Nialler. – Dokończ rozmowę z Dani. – dodał po chwili. Wyszłam, najprościej w życiu wyszłam z kuchni zostawiając ich samych. Niech teraz sprzątają ten bajzel.
- Jestem ponownie. – rzuciłam w stronę słuchawki.
- Co się tam dzieje?
- Zayn i Niall gotują. – powiedziałam.
- I wszystko jasne. – zaśmiała się Danielle.
- Masz jakiegoś dobrego lekarza? – wróciłam do tematu.
- Tak, dr. White jest najlepszym lekarzem, jeśli chodzi o prowadzenie ciąży. Prowadził 4 ciąże mojej kuzynki. – dopowiedziała po chwili.
- Dasz mi ten numer w końcu?
- 567452458, proszę. A jeszcze jedno… Harry się odzywał?
- Nie.. Nie pisał, nie dzwonił, nie odwiedzał. Najwidoczniej to koniec „Marry”. – nabrałam powietrza do płuc i zamknęłam oczy, żeby się nie rozpłakać.
- Przestań, nawet tak nie mów. Dobra dzwoń do tego lekarza. Ja idę, bo Liam jest święcie przekonany, że jego figurka ślubna, ma mieć postać Chudego z „Toy Story”! 3maj się kochanie, kochamy cię.
- Ja was też. – odpowiedziałam i rozłączyłam się. Zadzwoniłam do lekarza i umówiłam się na pierwszy lepszy termin. Po zakończonej rozmowie, wparowałam do kuchni.
- Zadzwoniłaś do tego lekarza? – spojrzał na mnie Zayn.
- Tak, zadzwoniłam. – przewróciłam oczami.
- I? – dopytywał Niall.
- I jestem umówiona USG.
- Kiedy? – dociekał blondyn.
- Jutro na 10 rano.- odpowiedziałam.
- To sobie pośpimy… - powiedział pod nosem Zayn.
- Ile talerzy pobiliście? – zmieniłam temat.
- Ze cztery… - zaśmiał się Nialler.
- Boże, dobrze, że chociaż przystojni jesteście. – zaśmiałam się.
- I umiemy śpiewać. – dopowiedział Nialler. Uśmiechnęłam się i przytuliłam ich do siebie.
- Jesteście wspaniali, kocham was gamonie. – ucałowałam każdego w policzek. Wahałam się tylko co  do Zayn’a, przecież niedawno co pocałował mnie w usta… Nie wiem czy poruszać z nim ten temat, czy po prostu zapomnieć o tym?  Tak, najlepiej zapomnieć.
- Do jedzenia mamuśka. – zawołał Niall.
- Przestańcie mnie tak nazywać. – usiadłam miedzy jednym, a drugim.
- Myślałem, że tu już brzuch będzie widać, a ty dalej taka chuda.
- Ta pewnie, chuda? Hahaha dobry żart, zobacz tu się wylewa, i tam się wylewa. – odpowiedziałam.
- Ty wiesz ty co… Puknij ty się w czoło, może tam ci się nie będzie wylewać. – nakazał Zayn.
- Jedzmy! Bo wystygnie. – cała nasza trójka zabrała się do jedzenia spaghetti. Męczyłam swoja porcję i męczyłam. Zayn w miedzy czasie zaczął sprzątać po obiedzie. Tylko ja siedziałam jeszcze przy stole.
- Za dużo mi nałożyliście. – powiedziałam.
- Daj, ja zjem. – chwycił mój talerz blondyn.
- A smacznego! – zaśmiałam się.
- Mari, włączysz telewizor? – odwrócił siew moją stronę Zayn.
- Pewnie.- wstałam od stołu i chwilę potem siedziałam już wygodnie na kanapie. Chwyciłam za pilota i zaczęłam skakać po kanałach.
- Który to już tydzień, czy miesiąc… - usiadł obok mnie Niall.
- Zaczął się siódmy tydzień, czyli będzie jakoś 2 miesiąc.- spojrzałam i położyłam ręce na swój brzuch.
- Mogę? – zapyta blondyn.
- Możesz, ale jeszcze nic nie poczujesz. – zaśmiałam się, a Niall przyłożył swoje ręce do mojego brzucha.
- Hej maleństwo, tu wujek Niall… - zaczął gadać do brzucha.
- Niall ono cię nie słyszy, jeszcze.. – zaśmiałam się ponownie.
- No i co. Wujek Niall będzie cię rozpieszczał i będziesz jego oczkiem w głowie. Będziesz szczęściarzem, bądź szczęściarą jak przyjdziesz na świat. Lux będzie miała się z kim bawić.
- Lux będzie miała kuzynkę, albo kuzyna. – do mojego brzucha przykleiła się tym razem dłoń mulata. Zayn spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Oszaleliście! Nic jeszcze nie ma, a wy brzucha dotykacie. – zaśmiałam się.
- Tam w środku już coś jest, ale brzucha nie widać. – powiedział Nialler.
- Tak o to mi chodziło.- przewróciłam oczami.
- Cicho! Patrzcie co leci! – oprzytomniał Zayn. Skierowałam wzrok na włączony telewizor.
- O! To my u Alan’a. Powtórka leci. – wydusił podekscytowany Niall.
- A więc Harry, jak tam Mari? Byłeś najbardziej pożądanym członkiem zespołu, jak układa się z Mari?
- Może nie tak bardzo pożądanym. – zaśmiał się. – Z Mari jest wspaniale, kocham ją nad życie, jest dla mnie najważniejsza i chcemy razem zamieszkać.
- Wróćmy teraz  do naszego BadBoy’a.  – spojrzał Alan na Zayn’a. – Zayn, byłeś z Elli, zrywaliście, wracaliście do siebie, jak to między wami teraz wygląda? – w tym momencie spojrzałam na Zayn’a, którego wzrok był także skierowany w moją stronę. A w tle było tylko słychać odpowiedź Zayn’a „Jestem samotny bez Elli.”. Po tych słowach, osamotniona łza spłynęła mu po policzku, pośpiesznie podniosłam rękę i otarłam mu ją z twarzy uśmiechając się czuje. On zaś wyszeptał ciche „Dziękuję”.
- Śpisz dzisiaj ze mną? – zapytał mulat, nie zważając na to, że Niall siedzi obok nas.
- Wy ze sobą sypiacie?! – wstał Niall z kanapy i spojrzał na nas.
- Nie, że sypiamy w sensie, że… - próbowałam znaleźć jakeś przyzwoite słowo.
- W sensie, że uprawiamy sex, bo nie uprawiamy… - dokończył za mnie Zayn.
- Właśnie! Tylko w sensie, że śpimy w jednym łóżku. On po jednej stronie, a ja po jednej stronie łóżka. – uśmiechnęłam się kwaśno.
- Uff! Już myślałem…
- To nie myśl! – odpowiedzieliśmy chórem, ja i Zayn.
- Dobra i po co ten stres. Dawno mnie tu nie było, nie wiem jak jest miedzy wami. – przewrócił oczami blondyn i wyszedł z salonu. Mulat spojrzał na mnie swoim wzrokiem, wstał i wyszedł do kuchni. Chwilę siedziałam sama, jednak postanowiłam iść do bruneta. Znalazłam go przy basenie, palącego papierosa za papierosem.
- Palenie szkodzi, mam nadzieję, że o tym wiesz. – powiedziałam stając obok niego, patrząc w błękit basenu.
- Wiem, ale to ten jeden z nałogów, którego nie da się pozbyć. – zaśmiał się.
- Wszystko się da tylko trzeba bardzo tego chcieć. – uśmiechnęłam się czule. Ten zaś tylko objął mnie ramieniem i ucałował moje czoło.
- Pewnie masz rację. – wpuścił dym z płuc. – Przepraszam. – odezwał się po chwili ciszy.
- Za co? – zapytałam.
- Za to, że cię pocałowałem… Chwila słabości. – zaciągnął się ponownie. Przewróciłam tylko oczami i wtuliłam się bardziej w jego ramiona.
- Człowieku, jak ty to robisz, że pomimo palenia, w ogóle nie czuć od ciebie dymu papierosowego.. – spojrzałam na niego.
- Lata praktyki kochana, lata praktyki. – zaśmiał się, gasząc papierosa. – Chodź do środka. Nie chcę, żebyście się przeziębili.- uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do pomieszczenia.
- Boże, a ty znowu jesz?! – wypaliłam w stronę Niall’a.
- Głodny jestem! – odpowiedział z pełną buzią Horan.
- Idę spać. Dobranoc. – dałam obydwu po buziaku i udałam się do swojego pokoju. Zasłoniłam zasłony, zapaliłam lampkę nocną i przyszykowałam ciuchy na jutro. Weszłam pod prysznic.  Przyodziałam swoje ciało w cieplutką piżamkę, ściągnęłam szkła kontaktowe i założyłam okulary. Wgramoliłam się pod kołdrę i zaczęłam czytać swoją lekturę.  Po godzinie, spędzonej nad książką usłyszałam czyjeś kroki i uchylające się drzwi od mojego pokoju. Zza drzwi ukazała mi się postać Niall’a.
- Zgubiłem swojego misia.. – powiedział smutny. – Mogę spać z tobą? – spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami. Parsknęłam śmiechem.
- Druga strona lóżka jest twoja. – odchyliłam kawałek kołdry. Niall w przeciągu kilku sekund wskoczył do łóżka.
- Co czytasz? – nachylił się nad książką.
- „Wszystko co powinnaś wiedzieć na temat ciąży” – wyrecytowałam tytuł.
- To ja do edukuję się z tobą. W końcu będę się zajmować tym maleństwem. – poklepał mój brzuch.
- Ale ja już kończę i idę spać. – powiadomiłam blondyna, nagle do pokoju wszedł Zayn.
- Niall! Zdradzasz mnie?! – powiedział z udawanym oburzeniem.
- Ty pierwszy z nią spałeś! Więc to ty zakończyłeś nasz związek! – zaśmiał się Nialler.
- Boże przez kogo to dziecko będzie wychowywane. – przyłożyłam rękę do czoła.
- Przez pięciu idiotów! Których bardzo mocno kochasz. – odpowiedzieli obydwoje chórem.
- Dobra mamuśka, suwaj się na środek. – odpowiedział mulat.  Leżałam teraz pomiędzy Niall’em, a Zayn’em. Czułam się jak jakieś nadzienie, leżące pomiędzy ciachami.

________________________________________________________
Hello every1 ! <33 Tu osamotniona Camille. Jeśli chcecie wiedzieć ja i Klaudia W. nie gadamy ze sobą. Wpływ najprawdopodobniej miał jej ostatni post i o tym, że mi po prostu nie powiedziała. Musiałam dowiedzieć się tego od osób trzecich. Bardzo mnie to zabolało. Zabolały mnie też niektóre komentarze od was... "Nie będę już tego czytać. Czytałam to tylko ze względu na Clauds" <--- to mi chyba przysporzyło najwięcej przykrości. Fakt, może i nie mam najlepszego talentu pisarskiego, ale dokończę tego bloga nawet jeśli czytelność spadnie i nie będzie komentarzy. Nawet jeśli rozdziały będą banalne i nudne. Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie i będziecie czytać Stole My Heart nadal. Kocham to co robię. W piątek wieczorem jadę do Wrocławia. W sobotę jest Pre-casting do X Factor i wybieram się na niego. Mam nadzieję, że będziecie trzymać kciuki, co? :) Mam przygotowanie dwie piosenki "Cannonball" & "Miałeś być"... Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Mam też nadzieję, że nowy rozdział przypadł wam do gustu i Liczę na komentarze.

Zapraszam też na bloga swojej PRZYJACIÓŁKI LIV : LEPIEJ KLIKNIJ

                                                                                                        Lots of Love.
                                                                                                        ~Camille

Zostałyśmy nominowane do Liebster Blog, za co serdecznie dziękuję. http://rajtuszempisany.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-mae-zmiany.html

ODPOWIEM TERAZ NA PYTANIA.


1. Co Cię inspiruje do napisania nowego rozdziału/notki? / Czym się kierujesz wybierając kolejną książkę do przeczytania?
~ Mnie inspirują moje sny, które przeważnie są związane z One Direction. Staram się też wsłuchać w teksty piosenek których słucham i nie tylko. 
2. Co byś zabrała na bezludną wyspę i dlaczego ?
~ Jeśli miała bym zabrać tylko jedną rzecz, było by to... kurde mam dylemat pomiędzy jedzeniem, muzyką, a całym 1D i laptopem z internetem. Hahaha ale wybrała bym laptopa z netem, wtedy miała bym muzykę, jedzenie może nie koniecznie, ale rodzice by na 100% coś przysłali w końcu miała bym z nimi kontakt.
3. Co Cię skłoniło do założenia bloga ?
~ Inne blogi z opowiadaniami, w roli głównej oczywiście chłopcy z zespołu.
4. Jakie jest Twoje hobby ? 
~ Kocham śpiewać i słuchać muzyki. Moje życie bez muzyki nie miało by sensu. Kocham śpiewać.
5. Na co wydałabyś milion złotych ? 
~ Połowę na cele charytatywne i ze względu na to, że rodzice postanowili się budować to dałabym im na budowę domu.
6. Gdzie byś chciała pojechać (kraj, miasto) i dlaczego ? 
~Anglia, Londyn. Kocham to miejsce, mam zamiar jechać tam w przyszłym roku na wakacje do kuzynek. Ale dużo czytałam o tym miejscu i ciocia opowiadała co nieco. 
7. Z jakimi miejscami kojarzą Ci się Twoje najlepsze przygody ?
~ Z Chorwacją, z Tarnowem Jeziernym i z moim domem.
8. Jakie jest Twoje ulubione danie ? 
~ Będzie ciężko, bo lubię wszystko co da się zjeść. 
9. Jak najchętniej spędziłabyś tegorocznego sylwestra ? 
~ Razem z koleżankami. 
10. Jakie jest Twoje największe marzenie ?
~ Jeśli powiem to się nie spełni :)
11. Najlepszy prezent, który kiedykolwiek dostałam to ... 
~ Srebrna bransoletka od kuzynek na 14 urodziny.... którą ktoś mi podpierdzielił -.-'

wtorek, 20 listopada 2012

MAYBE ONE DAY...

Cześć Wam :) Jak tam się macie? W szkole okej? :D Bo u mnie strasznie.. Nic mi nie idzie, każdy sprawdzian ledwo zdany, na drugi dzień nie jestem wyspana, bo się uczę po nocach, a rano nic i tak nie umiem, a potem dostaję opierdol od rodziców, że tylko "Łan Derelekszyn" mi w głowie, a potem na stomatologię chcę się dostać, albo lecieć do Anglii na studia..
Więc takim o to sposobem postanowiłam, że muszę z czegoś zrezygnować w swoim jakże nudnym, ale urozmaiconym nauką życiu. I tą rzeczą jest blogowanie..
Chciałabym się pożegnać z Wami wszystkimi osobiście, przytulić i podziękować za jakże miłe słowa w moją stronę. Za każdą pochwałę, za to, że pisaliście opinie o blogu. Czasami jak było mi smutno to wchodziłam na bloga i po prostu czytałam Wasze komentarze, a na mojej twarzy po prostu się pojawiał uśmiech. Potrafiłam także nie spać pół nocy by pisać rozdziały czy plan na następne rozdziały. To już taka część życia, że ryczę jak to piszę :( Nie chcę opuszczać czegoś co było dla mnie takie ważne! Muszę..
Kama o niczym nie wie, taki tam surprise.. :) 
Będę czasami tutaj wpadała i może skomentuje rozdział, popisze trochę z Wami, bo będzie mi Was brakowało jak i całego otoczenia stąd.. Byłyśmy jedną wielką rodziną<3 Będziemy nadal, ale trochę w innej formie! 
Jeśli ktoś chce mieć ze mną kontakt to twitter: https://twitter.com/SwagClauds, a jak chcecie fejsbuczka to napiszcie to Wam potem wyślę :) GG nie używam od dawna, więc Wam go nie dam haha :D
BUZIAKI, trzymajcie się wszyscy! Kocham Was wszystkich <3
Ostatni raz - WASZA CLAUDSSSSSS x

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział XXXVI.


Z perspektywy Mari.
Gdy wraz z Anne wracałyśmy do domu ze szpitala, nie odezwałam się ani słowem do niej. Po prostu gapiłam się prosto przed siebie. Gapiłam się jak sroka w gnat, myśląc jak to dalej będzie. Jak to wszystko się potoczy. Czy Harry zaakceptuje to, że zostanie ojcem w tak młodym wieku? Nie miałam ochoty na razie mu mówić, że wyszło jak wyszło i oboje zostaniemy rodzicami. Musiałam sama się pogodzić z tą myślą. Sama wszystko sobie poukładać. Dojechaliśmy do domu. Na podjeździe stał jego samochód. Bicie mojego serca znacznie przyśpieszyło.
- O Harry wrócił. – powiedziała Anne, chwytając mnie za rękę. Spojrzałam na nią, delikatnie się uśmiechając. – Zrobimy tak.. Powiem, że obydwie wybrałyśmy się na zakupy, ale nic ciekawego nie znalazłyśmy i wróciliśmy bez niczego. – przytaknęłam tylko głową i wysiadłam z auta. Wstąpiłam na ganek i chwyciłam za klamkę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Ściągnęłam pośpiesznie swoje buty i płaszcz. Poczekałam na Anne, która musiała tylko powiesić swoją kurtkę. Przytuliłam się do niej.
- Dziękuję Anne. – szepnęłam jej cicho do ucha.
- Chodź zjemy coś. – powiedziała, ciągnąc mnie za sobą do kuchni.
- No nareszcie jesteście. Jak długo można na was czekać!? Zgłodniałem. – powiedział Harry, podnosząc swoje 4 litery z kanapy i wchodząc do kuchni.
- Synek, a bozia rączek nie dała? Mogłeś sobie sam nałożyć. – odgryzła się Anne.
- To ja zrobię herbaty. – powiedziałam i podeszłam do czajnika. Wstawiłam wodę, zaczęłam wyjmować 3 filiżanki z szafki, kiedy mój chłopak zaczął mi w tym przeszkadzać. Przytulił się do moich pleców i zaczął delikatnie całować mnie w kark. Jego dość spore ręce zaczęły błądzić po moim… po moim brzuchu.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się za tobą tęskniłem. – powiedział delikatnie zachrypniętym głosem.
- Ja za tobą też. – odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w jego zielone oczy, które były przepełnione tęsknotą, jak i pożądaniem.
- Do stołu, bo jedzenie wystygnie! – przerwała Anne.
- Już, tylko zaleję herbatę. Harry siadaj. – powiedziałam, zalewając filiżanki wrzącą wodą. Harry chwycił jedna z filiżanek i usiadł do stołu. Starałam się robić dobrą minę do złej gry. I ze sztucznym uśmiechem powędrowałam ku stołowi.
– Proszę bardzo Anne. – położyłam obok niej filiżankę.
- Dziękuję. Smacznego. – powiedziała kobieta. Jak zwykle chwyciliśmy widelce i zaczęliśmy jeść. Harry najwidoczniej był głodny bo zjadł chyba ze trzy dokładki. Ja ledwo co wcisnęłam jedną porcję. Odstawiłam swój talerz do zlewu, chwyciłam za herbatę i udałam się do pokoju. Wskoczyłam pod kołdrę. Po chwili, coś, a raczej ktoś odchylił kawałek kołdry i wgramolił się pod nią. Jego ręce spoczywały teraz na mojej talii, zaś jego twarz przytulona była do moich pleców. Odwróciłam się w jego stronę, gładząc go po policzku.
- Harry…- zaczęłam niepewnie.
- Tak słońce..- odpowiedział.
- Wiem, że dopiero przyjechałeś, ale..- urwałam w połowie.
- Ale co? – dodał.
- Ale chcę wracać do domu. – powiedziałam i ni stąd ni zowąd poczułam słonawy smak na swoich ustach. Pośpiesznie wytarłam łzę, tak, żeby Harry jej nie widział.
- Dobrze, rano wyjedziemy. – powiedział i pocałował mnie namiętnie w usta. Wsunął swoje zimne ręce pod moją koszulkę i z obłąkaniem szukał moich piersi. Nie pozostawałam mu dłużna i wsunęłam mu swoje ręce pod koszulkę. Ściągnęłam z niego koszulkę, po chwili usłyszałam jak moja koszulka zaczęła się rozrywać. Spojrzałam na niego znaczącym wzrokiem.
- Ty pozbawiłaś mnie moich ulubionych białych conversów, ja pozbawię cię twojej ulubionej bluzki.- powiedział z łobuzerskim uśmiechem, po czym rozerwał ją do końca i zaczął mnie ponownie całować.
Następnego dnia, już o godzinie 7 byłam na nogach. Wyszłam po cichu z pokoju, kierując się prosto do kuchni. Nigdzie nie widziałam Anne, stwierdziłam, że pewnie jeszcze śpi. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej kolejno: sok pomarańczowy, marchewki, masło i serek ziarnisty, no i jakże bym mogła zapomnieć o swoim ulubionym serze pleśniowym. Wyjęłam wszystko na blat kuchennym wszystko starannie krojąc. Wyjęłam talerzyk z górnej półki i przysiadłam do stołu. Zjadłam dosłownie wszystko. Następnie szklankę świeżego soku wypiłam do dna. Cichutko wszystko posprzątałam i wmaszerowałam do pokoju. Harry nadal spał. Spod łóżka wyjęłam torbę i zaczęłam do niej pakować swoje rzeczy. Po pakowaniu jednej torby, zabrałam się za pakowanie torby swojego chłopaka. Wepchnęłam co się dało, przyszykowałam mu tylko ciuchy na dzisiaj i sobie także. Następnie zniknęłam z łazience. Odkręciłam prysznic. Stanęłam jeszcze chwilę przed lustrem i spojrzałam na swój brzuch. To właśnie tam zaczęło się nowe życie. Delikatnie dotknęłam go swoją prawą ręką, uśmiechając się mimowolnie. Weszłam pod gorący prysznic, który delikatnie ogrzewał moje ciało. Zamknęłam oczy myśląc jak to dalej rozegrać. Kolejne łzy spłynęły po moim policzku, mieszając się z kroplami wody.
- Mari, wyłaź już z tej łazienki..- gdy zza drzwi dobiegł mnie głos Styles’a, nagle oprzytomniałam.
- Boże człowieku, to wejdź.. – krzyknęłam. Harry wręcz dosłownie wpadł do tej łazienki. Zakręciłam wodę.
- Podasz mi ten ręcznik co wisi na grzejniku? – zapytałam bez emocji. Najwidoczniej moje polecenie dosyć szybko do niego dotarło. Podał mi ręcznik, szybko się nim opatuliłam i podeszłam do umywalki. Pośpiesznie na twarz nałożyłam puder, róż i wytuszowałam rzęsy. W miedzy czasie Harry wskoczył pod prysznic. Nie do końca zdążyłam wysuszyć swoje włosy. Założyłam na głowę czapkę. Na WC leżały już moje czarne rurki, białe skarpetki i luźny kremowy sweter i oczywiście moja ulubiona czarna bielizna. Szybko przyodziałam w to swoje ciałko, oczywiście ledwo co dopięłam się w spodnie, czyżby zaczynał się wzrost wagi? Harry, akurat wyszedł spod prysznica.
- A myślałam, że to ja tak długo tylko pod prysznicem siedzę… - spojrzałam na niego.
- W tej czapce wyglądasz jak plemnik. – podszedł bliżej mnie i zaczął bawić się moimi włosami, które skręciły się na końcach. Po czym delikatnie ucałował moje czoło.
- Idź ty, bo jak cię trzasnę…- powiedziałam wychodząc z łazienki.
- Mari, przyniesiesz mi ciuchy? – spojrzał na mnie, uśmiechając się słodko.
- A sam sobie nie możesz przynieść? Równie dobrze mogłeś wziąć je wcześniej. – rzuciłam w jego stronę wytykając przy tym język. Podbiegł do mnie i złapał mnie w pasie. Rzucił mnie na łóżko i zaczął łaskotać.
- Styles przestań! – zaczęłam wierzgać nogami. – Styles! Cholero! Jeśli stracisz swoje narządy rozrodcze, przez to, że cię kopnęłam to pamiętaj… To jest tylko i wyłącznie twoja wina! – zaśmiałam się. A z niego spadł tylko ręcznik. Wtedy do naszego pokoju weszła jego mama. I to kolejna sytuacja, w której chciałabym zapaść się po prostu pod ziemie.
- Synek, przyodziej na siebie gacie a nie paradujesz bez nich. – powiedziała Anne w jego stronę. Harry posłusznie chwycił swoje ciuchy i ręcznik i udał się do łazienki. Anne posłała mi ciepły uśmiech i przysiadła na łóżku.
- Już jedziecie? – zapytała z żalem w oczach.
- Jedziemy, ale mam nadzieję, że wrócę tutaj. – powiedziałam i przytuliłam się do niej.
- Ja też mam nadzieję, że Harry jeszcze z tobą tu wróci. – powiedziała całując moje czoło. Wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Podbiegłam do drzwi od łazienki.
- Harry, gdzie położyłeś klucze od samochodu? Zniosę torby. – rzuciłam.
- Na komodzie przy lustrze… Tam gdzie są zdjęcia.. Widzisz?
- Tak.. Mam. – powiedziałam chwytając za klucze. Wzięłam ze sobą jedną torbę i zaczynałam swoją przygodę ze schodami. Tylko się nie wywróć! Tylko się nie wywróć. Powtarzałam sobie w myślach jak jakiś przedszkolak wyliczankę. Schodzenie z walizką okazało się sukcesem. Delikatnie jak piórko wylądowała w holu. Ściągnęłam swoje ciepłe kapcie i przyodziałam szybko swoje czarne oficerki. Otworzyłam samochód. Do bagażnika wpakowałam torbę i szłam po następną, kiedy na ganku ukazała mi się postać mojego chłopaka i jego mamy. Podeszłam do nich.
- Harry, daj zapakuję ją. – powiedziałam chwytając jego torbę.
- Ja ją wsadzę, spokojnie. – otoczył mnie ramieniem i pocałował.
- Jedźcie powoli. Uważajcie na drogę. I nie jedźcie szybko! – pogroziła palcem Anne. – Dbaj o nią dziecko! Pamiętaj, że jest twoim największym skarbem teraz! – przytuliła syna i dała mu buziaka.
- Tak, mamo wiem o tym. – odwzajemnił jej pocałunek.
- Uważaj na siebie Mari. Czekam na waszą kolejną wizytę. – powiedziała, przytulając mnie do siebie.
Wsiedliśmy w końcu do auta. Anne z ganku krzyknęła, że nas kocha. Pomachaliśmy jej z uśmiechem i wyjechaliśmy z podjazdu. W radiu jak zwykle rozbrzmiewała piosenka PSY- Gangnam Style. Jechaliśmy już z dobre trzy godziny. Harry wypytywał co robiłam z jego mamą i czego się dowiedziałam.
- A jak było u Alan’a? – spojrzałam na niego.
- Jak to u Alan’a, dużo śmiechu i zabawy. Pytał o dziewczyny, o trasę, o imprezy i ogółem o rodzinę. - spojrzał na mnie.
- A Zayn jak się czuje? – zapytałam z troską w głosie.
- Zayn, czuje się świetnie i nawet prawko zrobił. – powiedział z kpiną.
- Hahahahaha, no tak Zayn zawsze był inny. Najpierw kupił samochód, a potem dopiero zrobił prawko. Też tak można. – zaśmiałam się. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Harry i ja mamy podobne dzwonki, więc ja zaczęłam szukać swojego, a on swojego co chwilę spoglądając na drogę. W końcu znalazłam swój.
- Spokojnie kochanie, to mój. – odpowiedział posyłając mi jeden ze swoich uśmiechów.
- Daj znajdę twój. – powiedziałam i zaczęłam szperać po kieszeni. Wyciągnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. – Niall dzwoni…- dodałam, podając mu telefon. Chwycił go z mojej ręki i odebrał.
- Halo? – powiedział..
- Stary gratulacje! – Harry ma tak głośny głośnik, że słychać wszystko co mówi druga osoba.
- Czego ty mi gratulujesz? – zapytał zaskoczony. Modliłam się w duchu, żeby nie powiedział słowo ‘’ojciec’’ teraz to było jedyne czego pragnęłam.
- No jak to czego? Stary zostaniesz ojcem! – gdy usłyszałam to co powiedział Niall miałam wielką ochotę go zabić.. albo samej wyskoczyć z auta.
- Wróć, czekaj.. Że niby ja zostanę ojcem? – dociekał zielonooki.
- No kurwa przecież ja nim nie zostanę. – odpowiedział blondyn z kpiną.
- Ale jak to? – rzucił w stronę słuchawki.
- No chyba wiesz jak się robi dzieci.. Nie muszę ci tego tłumaczyć. – w głosie Niall’a było można dostrzec chwilę szczęścia jak i zakłopotania. Harry nic nie odpowiedział, pozwolił Niall’owi dokończyć. – Mari ci nie mówiła, że jest w szóstym tygodniu ciąży?
- Cooo?! – Harry zahamował auto tak gwałtownie, że gdybym nie była przypięta pasami to najprościej w życiu wyleciała bym przez okno, na asfalt… Inni kierowcy zaczęli na nas trąbić. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Odłożył swój telefon. Teraz to on spoglądał na mnie, a ja na niego. Jego oczy były przepełnione zakłopotaniem. Moje zaś łzami, ledwo co przełykałam ślinę. Styles, położył obie dłonie na kierownicy. Nie mówił nic. Ja zaś nie miałam odwagi się odezwać. Po krępującej nas ciszy głos zabrał mój chłopak.
- Kiedy zamierzałaś mi to powiedzieć? – patrzył cały czas przed siebie. Bałam się odezwać, wiem, że źle zrobiłam nie mówiąc mu o tym. – Moja mama wie? – spojrzał na mnie. Nie miałam wystarczającej  odwagi by spojrzeć mu w oczy. Pokiwałam tylko przecząco głową. Słyszałam tylko jak drzwi od strony kierowcy zamykają się z hukiem. Odpięłam swoje pasy i pobiegłam za nim. No świetnie w dodatku jakby tego było mało, zaczęło padać.
- Harry! – zaczęłam krzyczeć przez łzy. Nie reagował. – Harry do cholery! – krzyknęłam bardziej stanowczo. Wpadłam na niego, kiedy w końcu raczył się odwrócić w moją stronę. Spoglądaliśmy sobie teraz w oczy. Jego jak i moje były wypełnione łzami. Przełknęłam ślinę i przetarłam oczy. Wzięłam głęboki oddech, chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam. Przerwał mi.
- Czemu mi nie powiedziałaś do cholery jasnej?! Ile zamierzałaś to ukrywać?- wydarł się na mnie. Nie odpowiedziałam nic, tylko cofnęłam się do tyłu, przy okazji opierając się o samochód. Harry podszedł bliżej i nachylił się nade mną.
- Zawsze się zabezpieczaliśmy! Więc jak to możliwe, że jesteś w ciąży?! – krzyknął, a łzy pociekły mu po policzku.
- Sądzisz, że z kimś się puściłam?! Otóż kochany wiedz, że się mylisz, te trzy tygodnie temu byliśmy na Malediwach! Nasza wyspa, jacht, my razem, tylko we dwoje. Złączeni w jedność. Wtedy to się stało! – mój chłopak ewidentnie chciał coś powiedzieć, ale najprościej w życiu mu przerwałam. -  Jeśli chcesz, usunę ciąże.. Nie ma problemu, zrobię wszystko, żeby tylko nie zaszkodzić twojej karierze i karierze chłopców. Skoro twoja kariera jest dla ciebie ważniejsza niż ja z dzieckiem. – mówiłam zanosząc się płaczem. Otworzyłam bagażnik i wyjęłam swoją torbę. – Tylko wiedz, a raczej uświadom sobie, że dziecku między 3 a 7 tygodniem życia bije już serce! – krzyknęłam w jego stronę i zaczęłam odchodzić. Harry nawet za mną nie pobiegł. Usłyszałam tylko odgłos odjeżdżającego samochodu. To wszystko. Szłam przed siebie, szukając wzrokiem jakiejś stacji paliw, na której mogłabym.. w sumie to nie wiem co mogła bym. Co jakiś czas zatrzymywało się jakieś auto i pytało się czy mnie nie podwieźć, albo ‘’ co taka ładna panienka, robi sama’’ obrzydlistwo. Stare dziadostwa. Po pół godzinnej wędrówce dotarłam do jakiegoś zajazdu o nazwie ‘’Rose’’. Weszłam do środka. W recepcji poprosiłam o pierwszy lepszy, wolny pokój.
- 69 jest wolny. – powiedziała przeciętnej urody recepcjonistka.
- Poproszę. – powiedziałam i wzięłam od niej klucz. Chwyciłam swoją torbę i poszłam do pokoju. Ściągnęłam z siebie przemoczone ciuchy i swoje ulubione oficerki. Torbę rzuciłam na łóżko, wygrzebałam z niej czystą bieliznę i czyste ciuchy. Stanęłam w tym momencie przed lustrem. Patrzyłam się na swój brzuch.
- Najwidoczniej tatuś postanowił nas zostawić. – powiedziałam w kierunku brzucha. – Poradzimy sobie sami. – kontynuowałam swój monolog. Po czym ulotniłam się w łazience. W mgnieniu oka przebrałam się w kremowe rurki i luźny czarny sweter z napisem „MINE”. Rzaz jeszcze spojrzałam na swój brzuch i wyszłam z łazienki. Usiadłam na łóżku i chwyciłam za telefon. Wystukałam numer Zayn’a. Mulat od razu odebrał telefon.
- Halo..- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
- Zayn, przyjedziesz po mnie? – do oczu znów napłynęły mi łzy. A głos stał się jeszcze bardziej załamany niż był.
- Mała, co się stało?! To ty nie jesteś z Harry’m w drodze do Londynu? – zaczął wypytywać pośpiesznie.
- Nie, nie jestem. I proszę oszczędź mi wywiadu. – powiedziałam przez zęby.
- Dobra, powiedz mi gdzie jesteś. Właśnie wsiadam do samochodu. – rzucił mulat.
- Jak był jechał do Holmes Chapel. Jedziesz Mooreland Street i po lewej stronie masz zajazd „Rose”. Pokój 69. Czekam. – powiedziałam i się rozłączyłam. Opadłam bezwładnie na łóżko i coraz bardziej zanosiłam się płaczem. Nie mogłam uwierzyć, że zostałam z tym wszystkim sama.. Praktycznie. W teorii miałam Zayn’a, Danielle, Liam’a, Eleanor i Louis’a. Niall’a to ja chyba za jaja powieszę. Telefon dzwonił z kilkanaście, bądź kilkaset razy. Tylko na wyświetlaczu pojawiała się nazwa „Kaczuszka xx”. Chciałam, żeby ten koszmar się jak najszybciej skończył. W ten rozległo się głośne pukanie do drzwi. Wiedziałam już, że to Zayn.
- Wejdź. – mój głos nadal się łamał. Zayn stanął naprzeciw łóżka i patrzył na mnie przez chwile. Następnie znalazł się już obok mnie, przykucnął obok mojej głowy i delikatnie gładził moje włosy.
- Hej mała.. Chodź jedziemy do domu. – przetarł moje łzy, które mimowolnie spływały po moim policzku. Podniósł mnie, chwycił też torbę i wyszliśmy z pokoju.
- Czekaj muszę zapłacić. – oderwałam się od jego ramienia. Zayn chwycił mnie za nadgarstek.
- Kochana, wszystko jest już uregulowane. – powiedział z troską w głosie. Wyszliśmy. Nadal padało. Wsiadłam do samochodu. Zayn pakował jeszcze torbę i siedział już obok mnie.
- Powiesz mi co się stało? – spojrzał na mnie.
- Harry mnie zostawił. – powiedziałam z trudem dławiąc w sobie płacz.
- Czemu to zrobił? – dociekał jeszcze bardziej.
- Zayn jestem w ciąży, najwidoczniej bardziej go to przerosło niż mnie. – krzyknęłam.
- W c-c-cc-ciąży?! – zająknął się. – Że niby tam w brzuchu, w twoim brzuchu jest człowiek..- wskazał palcem na mój brzuch.
- Nie gamoniu, mam ciąże pozamaciczną w kolanie. – zakpiłam. Ten tylko się roześmiał i mnie przytulił całując delikatnie w czoło. – Jedź już. – poganiałam go
- Będę wujkiem, ja nie mogę… Będę wujkiem. Chłopiec czy dziewczynka? – zapytał.
- Zayn, jestem dopiero w szóstym tygodniu. Nie znam jeszcze płci. - przez następne pół godziny Zayn pogłośnił radio i razem zaczęliśmy śpiewać. Śmialiśmy się i śpiewaliśmy… O dziwo ja śpiewałam..
- Nie wiedziałem, że potrafisz śpiewać. – spojrzał na mnie ukradkiem.
- Ostatni raz śpiewałam jakieś 3 czy 4 lata temu. – Zayn wie jak poprawić humor.
- Nawet ci to wychodzi, zajebiście wychodzi. – powiedział uśmiechając się.
- Dzięki. – nagle po całym samochodzie rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu. Zayn chwycił moją torbę i położył mi ją na kolanach. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Kierunkowy z Polski. Elli!
- Tak słucham? – zapytałam opanowanym tonem.
- Hej M.- usłyszałam jej głos.
- Hej. – powiedziałam.
- Słuchaj to co ci teraz powiem. Ze mną jest wszystko dobrze, nie martw się. Żyję, ale nie wrócę do Londynu. – tu wzięła głębszy oddech i mówiła dalej. – Nie dzwoń, nie pisz bo i tak to nic nie da. Nic tym nie wskórasz, ale możesz jedynie pogorszyć sytuację. Pozdrów tylko wszystkich ode mnie. – chciałam coś powiedzieć, ale przyjaciółka zakończyła rozmowę. Odstawiłam telefon od ucha i przez kilka minut gapiłam się w wyświetlacz.
- Mari.. – szturchnął mnie Zayn. Ocknęłam się dopiero wtedy kiedy mulat wypowiedział moje imię trzeci raz.
- Tak? – spojrzałam na niego.
- Jesteśmy w domu. – uśmiechnął się słodko i wysiadł. Odpięłam pasy i poszłam w jego ślady. Brązowooki już otwierał drzwi i zapalał światło. Weszłam do środka, zdjęłam swój płaszcz i oficerki. Torbę rzuciłam na kanapę w salonie i poszłam do kuchni. Zayn zniknął z pola mojego widzenia.
- Zayn robię kakao, chcesz? – krzyknęłam najgłośniej jak mogłam. Ten zaś w mgnieniu oka pojawił się przy mnie.
- Szykowałem ci pokój, i tak chcę kakao. Nie piłem go od kiedy wyjechaliście.
- Dziękuję, ale sama bym sobie poradziła. Wiem gdzie wszystko jest. – puściłam mu oczko.
- Nie możesz się przemęczać. Ja cię będę pilnować! – powiedział i się do mnie przytulił.
- Zayn to dopiero 6 tydzień a nie 6 miesiąc! – zaśmiałam się i zalałam kakao ciepłym mlekiem. Chwyciłam dwa kubki. – Chodź, oglądniemy coś.- Zayn włączył telewizor i usiadł na kanapie. Zajęłam miejsce obok niego i podałam mu kubek kakao.
 – A głodny nie jesteś, chudzielcu? – dźgnęłam go w żebra.
- Nie, nie jestem. Ale ty pewnie tak. Więc czekaj tu na mnie przyniosę coś do jedzenia. – wstał i zniknął w kuchni. Przełączałam kolejne kanały, aż w końcu na którymś znalazłam świetny film pt. „Egzorcyzmy”.
- Zayn będziemy oglądać horror, okej? – powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę.
- Okej. – powiedział i usiadł obok mnie z miską popcornu, tostami, truskawkami z bitą śmietaną i marchewkami pokrojonymi w talarki.
- Mniam. – Chwyciłam za marchewkę. Oglądaliśmy film.. niby horror ale ja ze śmiechu nie wyrabiałam. Dokończyliśmy nasze napoje i oglądaliśmy dalej. Zayn rozśmieszał mnie, a ja jego. Cieszyłam się, że robi wszystko, abym nie zaliczyła tego dnia do najgorszych w swoim życiu. W połowie filmu zaczęło mi się już trochę ziewać. Moje powieki stawały się co raz cięższe. Zayn otoczył mnie ramieniem.
- Połóż się na kolanach, albo oprzyj się na moim ramieniu. – spojrzał w moje oczy i uśmiechnął się. Oparłam swoja głowę o jego ramię. A od niego dostałam kolejnego buziaka w czoło. Uśmiechnęłam się mimowolnie i przymknęłam swoje oczy. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Czułam przez chwilę jak Zayn opatula mnie kocem, żebym nie zmarzła, a następnie odpłynęłam w krainę morfeusza.
Obudziłam  się z krzykiem, zdyszana i mokra. Nie leżałam na kanapie, lecz w łóżku. Zaczęłam się rozglądać po pokoju. W ten do niego z hukiem wpadł Zayn.
- Mari, co się stało? Usłyszałem krzyki.. – mówił szybko, na jednym oddechu.
- Zły sen. Po prostu… - powiedziałam i otarłam łzy.
- Potrzebujesz czegoś? – zapytał.
- Nie wszystko mam. Dziękuję. Możesz iść do siebie. – powiedziałam, delikatnie i nieśmiało się uśmiechając.
- Nie pójdę, zostanę z Tobą. – zaczął podchodzić do łóżka. – Posuń się ciężarna kobieto. – zaśmiał się. Posunęłam się na drugi brzeg łóżka.
- Ale nie aż tak daleko. – roześmiał się jeszcze bardziej niż miało to miejsce chwilę temu.
- Zayn… - zaczęłam.
- Mari, chcę abyś była bezpieczna. Więc chodź tu do mnie. – rozłożył swoje ramiona. – No chodź, chodź. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Wiem, że ty kochasz Styles’a, a ja kocham…- i tu urwał. Chwilę się wahałam, ale w końcu wtuliłam się w jego ramiona. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Nie pozwolę, aby coś złego ci się stało, obiecuję. – pocałował mnie w głowę i obydwoje po krótkim czasie znów odpłynęliśmy.
Gdy rano się obudziłam, Zayn’a nie było w łóżku. Jak to dziwnie zabrzmiało w mojej głowie. Wstałam, poszłam do łazienki i przyodziałam na siebie biały, mięciutki szlafrok. Zeszłam na dół do kuchni i ujrzałam małą zgiętą karteczkę. Odwinęłam ją i uśmiechnęłam się. Na karteczce widniał napis „Jestem w studio z chłopakami. Śniadanie masz, a raczej macie w mikrofali. Będę o 5pm. Xoxo Zayn.” Karteczkę wcisnęłam od kieszeni szlafroka i podeszłam do mikrofali.
- Naleśniki! Zayn jesteś wspaniały. – powiedziałam do samej siebie. Chwyciłam za talerz i widelec. Z lodówki wyciągnęłam jeszcze sok pomarańczowy i nalałam go do szklanki. Po śniadaniu umyłam wszystkie talerze, które nazbierały się od wczoraj. Włączyłam pranie, pościeliłam łóżka, poprasowałam co nieco i zabrałam się za robienie obiadu. Jeszcze raz otworzyłam lodówkę i własnym oczom nie mogłam uwierzyć.
- Mari, musisz jechać na zakupy. – powiedziałam do siebie. Zayn pewnie pojechał samochodem, więc pozostaje mi zadzwonić po Dan i Eleanor. Wbiegłam do pokoju, chwyciłam za telefon. Trzy nieodebrane wiadomości i sześć połączeń. Weszłam najpierw w wiadomości… Wszystkie trzy były od mulata. Pisał, że mam jechać na zakupy bo nie ma nic w lodówce, ale ma ktoś mi pomóc, bo inaczej mnie zabije. Że mam się oszczędzać i takie tam pierdzielenie o Szopenie. A połączenia były 3 od Niall’a i 3 od operatora mojej sieci. Wystukałam szybko numer Danielle.
- Hej kochanie. – usłyszałam głos Dani.
- Hej, hej. Mam pytanie. – zaczęłam z grubej rury.
- Słucham cię.
- Potrzebuję pomocy przy zakupach. Podrzuciła byś mnie do marketu? Niestety Zayn nie zostawił mi swojego samochodu. – oznajmiłam radosnym tonem.
- Pewnie, ubieraj się szybko. Razem z Eleanor będziemy za 15 minut.
- Dzięki. Kocham was. – odpowiedziałam i się rozłączyłam. Weszłam do pokoju i wygrzebałam z szafy brązowe rurki, ciepły kremowy sweter, białą bokserkę i brązowe oficerki. Ubrałam się w mgnieniu oka. Przypudrowałam twarz, nałożyłam róż i wytuszowałam swoje długie rzęsy. Usta zaś przyodział bezbarwny błyszczyk o smaku i zapachu mięty. Zeszłam na dół i przez okno zobaczyłam samochód Danielle. Zamknęłam drzwi na klucz i wyszłam. Otworzyłam drzwi i wskoczyłam do środka.
- Hej dziewczyny.- dałam każdej po buziaku.
- Cześć kochanie. – powiedziały równocześnie.
- Myślałam, że chcesz już jechać po rzeczy dla dziecka. – zaśmiała się Danielle.
- Nie, jeszcze nie na to pora. Dopiero 6 tydzień. Zayn ma pusto w lodówce, a chcę zrobić dzisiaj obiad. – odpowiedziałam pośpiesznie zapinając pasy.
- 15 minut i jesteśmy na miejscu. – powiedziała Eleanor. Tak jak powiedziała Eleanor „15 minut i jesteśmy na miejscu.” Dosłownie…Wszystkie trzy weszłyśmy do sklepu.
- Czekajcie wezmę wózek. – oznajmiłam.
- Chyba sobie kpiny urządzasz. Nie będziesz tego pchać. – powiedziała Dan i chwyciła wózek. Chciałam coś powiedzieć, ale kazała mi nie marudzić. Chodziliśmy między regałami. Wzięliśmy już owoce i warzywa, kurczaka, makaron, jajka, mleko, chleb, masło, lody mango i czekoladowe, mąkę, cukier, kawę, herbatę, kakao… i wiele, wiele innych potrzebnych rzeczy. Po godzinie wyszliśmy ze sklepu. Zapakowałyśmy zakupy do auta i wsiadłyśmy do samochodu. W ciszy dotarłyśmy też do domu. Otworzyłam drzwi, a dziewczyny wnosiły zakupy, chociaż stanowczo protestowałam.
- Ty mnie lepiej nie wkurzaj! Pozwalam ci tylko je rozpakować. Rozumiesz? – dodała Dan spoglądając na mnie spode łba. Podniosłam ręce w geście obronnym i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Na blacie zostawiłam jedynie kurczaka, ryż i kukurydzę.
- Dziewczyny zostańcie na obiedzie. – powiedziałam. Eleanor nabrała powietrza. – Nie przyjmuję do siebie odpowiedzi „Nie”. Napiszcie chłopakom, że obiad dzisiaj u Zayn’a.
- No dobra..- obydwie chwyciły za telefon i napisały do wszystkich. Odpowiedzi zwrotnej nie dostały tylko od Harry’ego. Obmyłam kurczaka i pokroiłam go w kostki. Posypałam go solą i pieprzem. Miał się dusić przez 25 minut. Zrobiłam sos słodko- kwaśny, dodałam więcej kukurydzy. Ryż włożyłam do wrzącej wody.
- Jeszcze pół godziny i będzie obiad.- zaalarmowałam. I usiadłam na krześle.
- Mów co się stało… - zaczęła Dan.
- Ale co miało się stać?- spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Nie udawał barana.. Dobrze wiemy, że nie jest dobrze między tobą a Harry’m. – rzuciła Eleanor, popijając swoją kawę.
- No co.. Nialler powiedział mu o ciąży, wściekł się.. Wydzierał się na mnie, sugerował, że niby z kimś innym.. Powiedziałam mu o naszej wyspie.. Wkurzył się i odjechał.. A i na koniec powiedziałam, że jeśli chce to usunę ciąże, ale ma żyć z tą świadomością, że płodowi miedzy 3 a 7 tygodniem zaczyna bić już serce. To tyle. – powiedziałam oddychając głęboko.
- Niall ma za dugi język.. Kazałam mu nic nie mówić. – powiedziała Dan.
- W sumie to dobrze zrobiłaś. Niech żyje z tą świadomością, że w twoim ciele biją dwa serca. – chwyciła mnie za rękę Eleanor.
- Co tak pięknie paaaaaachnie? – usłyszałam głos Niall’a. Wyszłam z kuchni, założyłam ręce na piersiach i spojrzałam na niego spode łba. – Mari.. Jak dobrze cię widzieć. – powiedział Niall w moją stronę. – Przepraszam… myślałem, że Harry wie..- powiedział i spojrzał na mnie oczami zbitego psa.
- Siadaj do stołu.. – powiedziałam i zgromiłam go wzrokiem.
- Co gotujesz? – powiedział Liam i mnie przytulił. W jego ślady poszedł też Louis.
- Jak się miewają nasze dwa maleństwa.. – rzucił, całując moje czoło.
- Siadajcie do stołu, zraz będzie obiad. Dan, możesz wyłączyć już ryż? – krzyknęłam wchodząc do kuchni. Wszyscy nałożyliśmy sobie obiadu i zaczęliśmy jeść.
- Dawno razem już nie jedliśmy. – powiedział Niall z pełną buzią.
- Harry dzwonił? – zapytał Liam.
- Nie. – odpowiedziałam gapiąc się w talerz.
- A wychodził gdzieś… - odezwał się tym razem Louis.
- Nie obchodzi mnie to… - rzuciłam widelec na talerz. Wstałam od stołu. – Przepraszam.. – wydukałam z siebie i pobiegłam do pokoju. Przeleżałam kolejną godzinę, rycząc jak bóbr. Nie wiedziałam, że w ciąży aż tak bardzo buzują hormony. Raz chce mi się płakać, raz śmiać.. raz jeść, raz rzygać. I że niby mam się męczyć tak do 9 miesiąca.. Zwariuję prędzej.
- Chociaż, wolę zwariować niż usunąć ciążę… - powiedziałam do siebie.
- Usłyszałem „usunąć ciążę”.. Nawet się nie waż! – pogroził mi palcem Zayn, który wszedł do mojego pokoju.
- Nie usunę ciąży. Obiecuję.- powiedziałam siadając na łóżku.
- Chodź, zejdziemy na dół. Leci twój ulubiony serial. Nowy sezon The Vampire Diaries. – uśmiechnął się i przytulił mnie do swojej piersi. Zeszliśmy razem. Było cicho, strzelało tylko drewno w kominku. Rozejrzałam się po salonie..
- Pojechali od razu po obiedzie. Kazali cię ucałować. – przyłożył swoje wargi do mojego policzka. Usiedliśmy wspólnie na kanapie. Zaczynał się właśnie serial. Byłam wpatrzona w ekran jak nigdy dotąd. Można by rzec, że „śliniłam” się na widok Damona. Zayn w połowie tylko parsknął śmiechem.
- No co… - spojrzałam na niego.
- Nie nic. – odpowiedział.
- Zayn.. Kocham cię.- powiedziałam po chwili namysłu.
- Że co? – powiedział zaskoczony.
- Gamoniu, kocham cię jak brata, a nie jako kogoś więcej!- dźgnęłam go w żebra. W pewnym momencie rozległ się sygnał telefonu.
- Nieznany… Odebrać? – zapytałam spoglądając na Zayn’a.
- Nie, daj. Ja odbiorę. – posłał mi buziaka. – Tak słucham ?- dodał po chwili.
- Zayn? Zayn Malik? – zapytał dobrze znany mi głos… Babcia Elli.
- Tak, a kto pyta? – Zayn wyszedł z pokoju. I tylko tyle usłyszałam z rozmowy. Po chwili Zayn ze łzami w oczach wchodzi ponownie do pokoju. Wstałam i podbiegłam do niego.
- Zayn, co się stało? Kto dzwonił? Zayn! – szturchałam go, ale on nadal nie odpowiadał. – Zayn! –krzyknęłam głośniej, a on tylko przytulił mnie do siebie, znacznie mocniej niż zazwyczaj.
- Babcia Elli dzwoniła. – wydukał dusząc w sobie płacz.
- Zayn, co mówiła babcia Elli..? – zapytałam opanowanym i spokojnym głosem. – Zayn! Spójrz na mnie. – odsunęłam go od siebie i patrzeliśmy sobie teraz w oczy. – Co mówiła babcia Elli? – podwoiłam pytanie.
- Mówiła, że Elli umiera… I, że jeśli chcemy zobaczyć ją żywą to mamy przyjechać do Polski. – Emocje wzięły górę, Zayn opadł na kolana łkając, a ja obok niego.  

________________________________________________________
HELLO EVERYONE! ;)
Jak tam Wam mija sobota? Posprzątałyście w domu? :) 
Ja od rana mam zapierdol, a Kamila sobie siedzi i pisze rozdziały! COOL! *__*
Ten rozdział moim zdaniem jest jednym z lepszych...
Podoba mi się taki Malik, kocham go jeszcze bardziej.. O ile to możliwe? :)
A Harry to mały chujek, nieprawdaż? :D

Ten rozdział dedykujemy wraz z Kamą naszej przecudownej, zwariowanej koleżance Oli, która czyta nasze wypociny i kocha się w blondasku (czyt. Niall) :D Także, droga Olu, ten rozdział special for You! :))
Kochamy Was wszystkich<3
Do usłyszenia przy następnym rozdziale! :) /claudssss

Ps. następny dopiero jak będzie 25 komentarzy buahahahaha XD ~ Camille

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział XXXV.


Z perspektywy Mari.
- Anne idę się przejść do parku. - oznajmiłam.
- Iść z Tobą kochanie? – zaproponowała kobieta.
- Nie, dam sobie radę. Dzięki. – podeszłam do niej i ucałowałam jej policzek. – Dziękuję za śniadanie. – dodałam w biegu.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Dzisiaj był wyjątkowo piękny dzień. Słońce z minuty na minutę grzało coraz bardziej. Z kieszeni wyciągnęłam swojego IPhone'a podłączyłam do niego słuchawki. Pierwszą piosenką jaka widniała na mojej play-liście była piosenka  Adele- One and Only. Uwielbiałam ją. Dzięki tej piosence, poprawiał mi się humor.
W połowie drogi do parku zakręciło mi się w głowie, jednak zignorowałam to i szłam dalej. Poczułam wibracje swojego telefonu i wyciągnęłam go z tylnej kieszeni moich jeansów. Miałam nadzieję, że dzwoni Harry, ale to tylko Eric.
- Hej, siostrzyczko. – usłyszałam roześmiany głos swojego brata.
Humor od razu mi się poprawił. Nikt jak on nie potrafił mnie rozbawić. Mimo, że dzieliła nas różnica lat to i tak czułam się wyśmienicie w jego towarzystwie.
- Siema, młody. – powiedziałam do niego.  – Jak tam?
- A bardzo dobrze, wstałem dopiero..
- Dopiero? Przecież jest już 12! – zaśmiałam się.
- Sama byś tyle spała jakbyś była w domu. – powiedział z wyrzutem.
- Wrócę już niedługo, obiecuję. – powiedziałam do niego.
- Bo ja tęsknie Mari, tak długo cię nie ma.. – powiedział i usłyszałam jak załkał.
Boże tylko nie to! Wszystko zniosę, ale nie płacz mojego brata.
- Mały nie płacz, błagam.. Wrócę już niedługo, zanim się obejrzysz będę już w domu.
- No dobra, to baw się dobrze i pozdrów Harry’ego. – powiedział cicho.
- Kocham Cię, cześć. – odpowiedziałam.
- Też Cię kocham. – i się rozłączył.
Ujrzałam rozmaite krzewy i drzewa, a w głębi ławeczki. To oznaczało, że zbliżam się do celu. Promyki słońca oświecały moją twarz, słyszałam krzyki dzieci z pobliskiego placu zabaw. Już za kilka dni kończy się czas zabaw, więc muszą to wykorzystać.
Rozejrzałam się i zaczęłam zmierzać w kierunku ławki, która była umiejscowiona w cieniu, gdy nagle poczułam, że tracę grunt pod nogami. Po prostu zrobiło mi się ciemno przed oczami, wcześniejsze okrzyki dzieci nagle umilkły. Byłam tylko ja i ta przerażająca ciemność. Nic więcej.
Otworzyłam oczy i ujrzałam sterylną biel. Szpital. Tak wiele razy w nim bywałam. Zaczęłam rozglądać się po wielkim pomieszczeniu. Byłam podłączona do kroplówki innych gówien, które były podłączone do mojej klatki piersiowej. W kącie szpitalnej sali, na fotelu siedziała dziewczyna. Nie znałam jej, ani też nie kojarzyłam za bardzo z twarzy.
- Co ja tu robię? – zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
- Leżysz, nie widać? – odpowiedziała, podchodząc do mojego łóżka.
- W sensie, jak ja się tu znalazłam…- spojrzałam w jej oczy.
- Straciłaś przytomność, dziewczyna zadzwoniła po pogotowie i przyjechała tu z tobą. – oznajmił lekarz, który wchodził do mojej sali. – Olivia, muszę cię poprosić abyś opuściła na chwilę salę. Oczywiście będziesz mogła wrócić. – Lekarz skierował wzrok na rudą dziewczynę. Olivia skierowała swój wzrok na mnie.
- Zostawiłam ci swój numer telefonu. Opiekuj się nią Adam.- powiedziała i wyszła.
- Znacie się? – zapytałam zaskoczona.
- To moja pasierbica. Ale nie o tym chciałem z tobą porozmawiać. – dodał poważniejszym tonem.
- Proszę mówić… - lekarz westchnął.
- Twój stan jest stabilny, ale organizm zbyt osłabiony. Potrzebujemy numeru kontaktowego do twojego opiekuna. Ktoś musi się tobą zająć.
- Tylko jest problem, bo ja tutaj nie mieszkam.
- To co ty tutaj robisz? – zdziwił się lekarz.
- Przyjechałam do rodziców swojego chłopaka.
- A więc podaj numer. Tymczasowo to twoi opiekunowie.
- No widzi pan, kolejny kłopot.. Bo nie mam do nich numeru, ale da mi pan chwilę to zadzwonię do chłopaka. – dodałam z uśmiechem chwytając swój telefon.
- Masz chwilę. – powiedział i wyszedł. Wystukałam numer Harry’ego. Gamoń odebrał dopiero po 4 razie.
- No nareszcie! – krzyknęłam.
- Nie mam teraz czasu.
- Podaj mi numer do twojej mamy. – powiedziałam pośpiesznie.
- Wyślę ci zaraz. – rzucił.
- Nie znasz na pamięć?
- Znam..
- To podaj!
- +44 8966910547.
- Dzięki. Buziaki. – powiedziałam i się rozłączyłam. W ten do sali wkroczył lekarz.
- Masz? – zapytał.
- Mam. – odpowiedziałam z uśmiechem. Lekarz podał mi kartę pacjenta i kazał wpisać numer telefonu, imię i nazwisko opiekuna.
- Leż spokojnie, zaraz zadzwonię. – powiedział i wyciągnął telefon z uniformu. Usłyszałam tylko, jak lekarz mówi numer mojej sali. To wszystko. Teraz już tylko czekałam na swoja opiekunkę. Anne przyjechała szybciej do szpitala niż to możliwe. Czekałam na nią tylko 10 minut.
- Mari, kochanie.. Co się stało? – przytuliła mnie do siebie.
- Nic takiego Anne, po prostu zasłabłam i wylądowałam tutaj. – uśmiechnęłam się od niej.
- Jej stan jest stabilny, ale ma osłabiony organizm. Chcę zostawić ją na jeden dzień obserwacji.  Jutro z rana powinna zostać wypisana. – powiedział lekarz i wyszedł.
- Anne..- dodałam niepewnie. Spojrzała na mnie. – Nie mów nic Harry’emu. Jak on wróci, to ja już i tak wyjdę, wiec nie potrzebnie będziemy go tylko denerwować. I tak ma wystarczająco na głowie. – mama mojego chłopaka, spojrzała na mnie z politowaniem w oczach.
- No dobrze..- westchnęła, siadając na fotelu obok szpitalnego łóżka. Siedzieliśmy tak z pół godziny. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Wszystko było by dobrze, gdyby naszej rozmowy nie przerwał lekarz,  który znów pojawił się w mojej sali, tym razem w towarzystwie pielęgniarki.
- Przyszły wyniki badań. – dodał pośpiesznie. Anne i ja spojrzeliśmy na siebie. – Nie są zbyt zadowalające. Musimy zrobić jeszcze jedno badanie. Mianowicie, jedziesz teraz na USG. – lekarz podszedł do mojego wyrka i pomagał mi wstać.
- Po co mi wózek, przecież sama sobie poradzę..- powiedziałam zaskoczona.
- Takie są przepisy, siadaj i nie marudź. – powiedziała Anne i pielęgniarka. Usiadłam na wózku. Jechaliśmy przez pół korytarza, aby dotrzeć do pracowni USG.
- Położysz się kotenieńku teraz na tym łóżku. – wskazała palcem pielęgniarka. – Dr. Montgomery zaraz do ciebie przyjdzie. – dodała i wyszła z pracowni. Na lekarza czekałam może z pięć minut. Na pewnie nie więcej. Włączył sondę, rączkę posmarował specjalnym żelem i przyłożył do mojego brzucha. Patrzył się w ekran taką miną, kiedy patrzy ojciec na dziecko kiedy coś przeskrobało. Następnie spojrzał na mnie.
- Mari, mówiłaś, że ile masz lat? – dodał, spoglądając to na mnie to na ekran.
- 18. – odpowiedziałam bez wahania.
- Mówiłaś też, że masz chłopaka… Długo ze sobą jesteście? – zaczął zadawać kolejne.
- Tak mam, jesteśmy ze sobą ponad rok. – odpowiedziałam, tym razem zaniepokojona.
- A jeśli już jesteście ze sobą w bliższych stosunkach to stosujecie zabezpieczenia? – wpatrywał się we mnie.
- Tak, raczej tak. Staramy zawsze się zabezpieczać. – powiedziałam spoglądając na ekran sondy. – Doktorze, proszę mi powiedzieć w końcu co mi jest. – podniosłam ton swojej wypowiedzi.
- Spokojnie Mari, nie możesz się teraz denerwować. Stres źle wpływa na stan twojego zdrowia, gdyż jesteś w trzecim tygodniu ciąży. – odrzekł lekarz i wstał z krzesła. – Możesz się ubrać i wyjść do przyszłej babci.  – i wyszedł z pomieszczenia.
Wybuchłam niepohamowanym płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze, ale to zawsze się zabezpieczaliśmy… Oprócz jednego razu, tego pamiętnego wieczoru na wyspie. Nie wiedziałam co zrobić, gdzie teraz pójść. Nie chciałam nikomu tego mówić, prócz jednej osobie, której teraz nie mam przy sobie. I nie, nie jest to Harry Styles, tylko Elli. Chwyciłam za telefon i wystukałam numer przyjaciółki.
- Błagam, błagam tylko odbierz.. – szeptałam cicho pod nosem, a na wargach czułam słonawy smak łez.
- Tak? – usłyszałam. Nie był to głos mojej przyjaciółki.
- Jest Elli? – zapytałam gorzko.
- Nie może teraz rozmawiać, ale tylko, gdy skończy się.. – nie chciałam dalej słuchać, rozłączyłam się i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Nie wiedziałam czy podejść do okna i się z niego rzucić, czy po prostu wyjść z pokoju i stawić czoła temu wszystkiemu, ale zanim wyszłam z sali, wykręciłam jeszcze jeden numer.
- Tak, Mari? – usłyszałam w słuchawce.
- Danielle! Mam problem.. – powiedziałam i zaniosłam się płaczem.
- Ciii, tylko nie płacz, mów co jest.. – zaniepokojona mówiła.
- Nie uwierzysz, ale.. Ale będę matką. – powiedziałam i ryknęłam płaczem.
- Ale jak..? Co?! Nie, to nie możliwe… - powiedziała do telefonu.
- Właśnie jestem po USG, trzeci tydzień. Co ja mam robić? – powiedziałam tak jakbym mówiła to do siebie.
- Mari, teraz już nie ma odwrotu! Musisz się tym dzieckiem opiekować, bo ono już jest w Tobie. Ale najważniejsze.. Pan Styles musi się o tym dowiedzieć jak najszybciej, bo to też jego dziecko. Bo to jego robota, tak? – zapytała przestraszona.
- A ty mnie podejrzewasz o to, że ja z kimś innym?! – krzyknęłam.
- Nie!!! Skądże, co ty wymyślasz? To jest jego dziecko i mu to powiedz, musicie razem się nim opiekować. – powiedziała Danielle.
- Dzięki, cześć. – powiedziałam i się rozłączyłam.
Wstałam z fotela i wyszłam z sali. Zobaczyłam Anne siedzącą na fotelu i patrzącą z nadzieją na mnie.
- Lekarz ci powiedział? – zapytałam się jej.
- Ale co? – zapytała.
Uf! O niczym nie wie, nie wyobrażam sobie co by miało się dziać jakbym miała jej teraz powiedzieć, że w tak młodym wieku zostanie babcią, a jej syn, super ekstra znana gwiazda, ojcem.
- O tym, że mogę dzisiaj już wyjść ze szpitala. – uśmiechnęłam się.
- To dobrze, że nic Ci nie jest, kochaniutka. – odwzajemniła uśmiech. Podeszłam do niej i się z nią przytuliłam.
- Harry dzwonił, mówił, że dzisiaj przed kolacją już będzie. – powiedziała mi na ucho.
- Super.. – powiedziałam i osunęłam się na fotel.
- Nadal źle się czujesz? – zapytała.
- Nie, jest okej, ale jestem głodna. – powiedziałam ze śmiechem.
- Chodź do domu, zrobiłam przepyszny obiad. – zaśmiała się.
- A co to? – zapytałam z ciekawością.
- Niespodzianka. – uśmiechnęła się i wyszłyśmy ze szpitala.
I tak oto zaczynam życie, gdzie w jednym ciele są dwa życia, a to drugie życie teraz jest dla mnie najważniejsze. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak o to sposobem dowiedzieliście się zajebistej rzeczy!
Marolda jest w ciąży! aaah *__* sram tęczą, rzygam brzoskwinkami XD
Sorka, ale odwala mi ahaha :) powinnam spać, a muszę się uczyć i BUM!
Macie nowy rozdział, mam nadzieję, że się podoba! :D
Od razu mówię, że następne rozdziały będą cudowne, takie aaaah!
Ja już je kocham, Kama też.. Chyba ahahaha :*
Ogólnie to Kama właśnie piszę dla Was już 37 i dam Wam dwie linijki, byście się podjarali:
"Ja idę, bo Liam jest święcie przekonany, że jego figurka ślubna, ma mieć postać Chudego z „Toy Story”! 3maj się kochanie, kochamy cię."
Zgadujcie kto to powiedział [*]
Kamila Was kocha, ja Was też <3
A dla Ciebie hejterku też pozdrowienia... ŚRODKOWY PALEC FOR YOU! :)
Następny rozdział - 20 kometarzy! Inaczej nie dodam :)) 
BUZIOLE, KOCHANE MORDKI xx /claudsssss

ps. Hejterku, jak mi przykro, że nie pobyłeś sobie długo na blogu.
BUAHAHAHAH ŻRYJ GRUZ

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział XXXIV.

Jak chcesz by się lepiej czytało to włącz TO lub TO, a najlepiej TO :*
Z perspektywy Elli.
Żyje się po to, by pewnego dnia umrzeć. Śmierć to coś co występuje codziennie, w każdej minucie i sekundzie dwudziestoczterogodzinnej doby. Powinniśmy być przyzwyczajeni do tego, że pewnego dnia umrzemy, pożegnamy się z bliskimi, a nawet z drzewem, które stoi za oknem, bo ono było częścią naszego życia. Mimo to, że jest to zwyczajne drzewo staje się jeszcze bardziej nadzwyczajne, gdy zdajemy sobie sprawę, że było z nami wtedy kiedy urodziliśmy się do momentu naszego zejścia z tego świata.
Każdy ruch wskazywał, że jeszcze jestem wśród tych, którzy obdarzyli mnie uczuciem. Tym głębszym, jak tym zwyczajnym. Każde słowo wypowiedziane z moich ust wychodziło tak jakby z mojego ciała, ale nie ode mnie, nie powstało w mojej głowie. Zostało stworzone przez tego u góry.
Nie ma szans bym pewnego dnia założyła swoją ulubioną sukienkę, rozpuściła włosy i zaczęła biegać na boso po trawie. Pewnie myślisz Jaki masz problem? Leć i zakładaj tą sukienkę i biegaj po trawie! Ale nie mogę. Nie dlatego, że mi nie pozwalają. Oni nawet mnie proszą bym wyszła na świeże powietrze, przyjrzała się każdemu detalowi, który jest przed budynkiem. Ale ja się wstydzę..
Lustro, które ozdabia sale, sprawia, że chce mi się wymiotować, że mam ochotę nałożyć na głowę poduszkę i się udusić. To nie jest ta sama Elli Joyce co kilka tygodni temu. Na mojej twarzy rzadko kiedy można dostrzec uśmiech, w moich oczach płomyki szczęścia. Niby jestem nadal tą samą dziewczyną, ale tylko w środku. Moją duszę zdobi ciało, które nie jest tak cudowne i zachwalane jak było kiedyś. Ono jest szare, bezbarwne wręcz.
- Elli, co jest? Czemu płaczesz? – zapytała babcia, która siedziała całymi dniami przy moim łóżku.
Gdy udawałam, że śpię, słyszałam jej płacz, jej błagania do Boga, by ten mnie uratował. Słyszałam rozmowy z lekarzami, którzy mówili, że szansa na moje przeżycie jest jak dwadzieścia na sto, że każdego dnia umieram, że każda minuta sprawia, że bliżej mi do świata u góry niż tego przy jej boku, ale nigdy nie pytałam się sama ile mi zostało.
Wolałam żyć z myślą, że pewnego dnia po prostu się nie obudzę, że zasnę i będę w innym lepszym świecie, skąd będę się o babcie troszczyć. A nocami, kiedy ona będzie spała, ja będę stała przy łóżku Zayn’a i będę obserwować jego spokojną twarz, która o niczym nie będzie wiedzieć. Będę widziała jak wstaje, jak poprawia swoje włosy i idzie do pracy, która była dla niego wszystkim. Będę szczęśliwa, że on radzi sobie beze mnie, że może żyć i, że mnie nie potrzebuje. A pewnego dnia będę chciała ujrzeć go jak znajdzie dziewczynę na którą zasługuje, z którą będzie szczęśliwy, przez którą nie będzie cierpiał. Jest człowiekiem, który jak nikt w tym świecie, zasługuje na miłość.
- Myślę babciu. – powiedziałam, przełykając ślinę.
- O Zayn’ie, prawda? – bardziej stwierdziła niż zapytała.
Znała mnie bardziej niż ktokolwiek, czytała mi w myślach.
- A o kim innym? Babciu, ja go tak skrzywdziłam.. – powiedziałam i przykryłam swoją głowę kołdrą.
- Skarbie, ty go chroniłaś przed tym wszystkim. Wyobrażasz sobie, że on, światowej sławy gwiazda, całymi dniami stoi przy Tobie? – zapytała.
- Nie. Załamałby się, nie mógłby poradzić sobie z tym wszystkim. Cierpiałby najbardziej z nas wszystkich..
- Bo cię kochał tak jak nikt inny. Oddałby życie za Ciebie, Elli. Zrobiłby wszystko byś żyła i była szczęśliwa. – powiedziała babcia, a ja się uśmiechnęłam.
- Jest idealnym człowiekiem.. – powiedziałam i przyjrzałam się w lustrze. – Ale takiej mnie już by nie chciał.. – rozpłakałam się, a obraz stał się zamazany.
- On kochał Ciebie, nie Twoje ciało czy Twoją twarz.. On kochał Twoje serce, Elli. – powiedziała babcia.
Człowiek, który umiera, nigdy nie wygląda idealnie. Ja, dziewczyna, za którą oglądało się większość chłopaków, wyglądam jeszcze gorzej. Nie tak sobie wyobrażałam swój wygląd. W słońcu zawsze lśniły, na wietrze powiewały. Moje włosy, długie, brązowe, kręcone.. Cudowne, a dzisiaj jedyne co mam na głowie na białą chustę w różowe paski, bo wszystkie włosy wypadły. Znikły, bo musiałam przyjąć chemię, która miała pomóc, miała sprawić, że pewnego dnia znów wrócę do Londynu, do Niego.. A sprawiła, że włosy znikły, a śnieżnobiały uśmiech, który wszyscy uwielbiali, dziś był szary, a niektóre zęby się po prostu wykruszyły. Byłam szarym, smutnym człowiekiem. Nie chcę by ktoś mnie zobaczył w takim stanie.
- Ale to serce przestaje powoli bić.. – powiedziałam cicho.
- Nie mów tak! – żachnęła się babcia.
- Babciu, to prawda.. – uśmiechnęłam się smutno.
W jej oczach pojawiły się łzy, które chwilę później zniknęły i pojawiły się na policzkach. Przejechałam dłonią po zmarszczonym policzku babci Józi, a potem ją do siebie przytuliłam.
- Obiecasz mi coś? – zapytałam się jej.
- Wszystko.
- Jeśli umrę.. A umrę. – chciała mi przerwać, ale ją uciszyłam. – To błagam, niech moja trumna będzie zamknięta. Nie chcę by ktoś mnie w tym stanie widział. Niech żyją w przekonaniu, że umarłam jako szczęśliwa osoba, z włosami, z pięknymi zębami i cerą. Niech wiedzą, że miałam cudowne życie. – powiedziałam do babci.
- Zrobię wszystko co zechcesz.. – powiedziała i wstała z łóżka.
- Babciu, jeszcze coś.. Jeśli kiedykolwiek Zayn się z Tobą skontaktuje albo Mari, powiedz im, że wyjechałam. Że jestem szczęśliwa, ale że nigdy o nich nie zapomnę.. Bo ja babciu, gdy zniknę z tego świata będę nad nimi czuwać. – powiedziałam.
- Muszę wyjść.. – powiedziała babcia, która ledwo stała nogach.
- Nad Tobą też będę, babciu. – krzyknęłam na tyle ile mogłam i osunęłam się na poduszkę pogrążając się we śnie.
__________________________________________________________
Nie wiem, czy coś Kama dopowie od siebie czy coś, ale raczej coś napisze, więc spodziewajcie się tutaj jeszcze dodatkowych kilkunastu słów od niej ;)

Teraz ja (czyt claudsssss)
'Ty chyba sobie kurwa kpisz... SMH bez Ciebie nie będzie istnieć... mam nadzieje ze sobie to uświadomiłaś .. SMH tworzy nasza 2 a nie jedna osoba! Clauds.. SMH bez Ciebie jest niczym... Prześpij się jeszcze z tą decyzją proszę Cię... Zależy mi na blogu, ale jeśli Ty odejdziesz to już nie będzie to samo... SMH się po prostu skończy. Wiesz też, ze Cię kocham i chcę dla Ciebie jak najlepiej<3' - zaczynam od tego.. Wieczorem gadałyśmy z Kamą, a tak brzmiał prawie ostatni esemes od Niej.
Chciałabym tu napisać coś sensownego, ale po prostu brakuje mi słów. Tak jak zawsze jakoś sensownie starałam się pisać komentarze pod rozdziałem lub nawet sam rozdział to dzisiaj, w ten szczególny dzień dla mnie po prostu zapominam o wszystkim. Łzy lecą mi ciurkiem, ale ja po prostu inaczej nie umiem. Chciałabym Wam podziękować za wszystko! Za to, że przez kilka chwil czułam, że naprawdę umiem pisać, że serio Wam się podoba to co ja piszę. Jedna osoba sprawiła, że zapomniałam o wszystkim i mam przed oczami tylko kilka słów 'a klaudia to ta fałszywa i chamska dla wszystkich, nigdy nikomu nie pomaga cały czas by wyzywała i tak naprawdę dziewczyny nie lubią O!ne D!irection wyzywają ich od pedałków i gejów to nie są true D!rectioners udają że ich lubią bo chcą być fajne ale im to nie wychodzi.' oraz 'a teraz idź się powieś albo potnij wszystko jedno umrzyj suko i zostaw tego bloga w spokoju' poprawiłam tylko 3 wyrazy, bo mnie to zraziło! PAMIĘTAJ KURWO! ONE DIRECTION i DIRECTIONERS PISZE SIĘ Z WIELKIEJ LITERY! Wszystko, ale to wszystko straciło sens, gdy to przeczytałam. Ktoś pewnie se pomyśli 'Idiotko! Po co to robisz?! Dajesz mu tylko satysfakcję!', ale ja nie daję rady! Może mnie wyzywać, może mówić na mnie takie obelgi, ale nigdy, przenigdy, nie mów, że nie kocham Chłopców i nie jestem Directioner, bo tak naprawdę chuja wiesz! 13 kwietnia 2012 rok to najważniejsza data w moim życiu!!! Założyłam wtedy wspólnie z Kamą bloga, na początku miałam tylko poprawiać rozdziały, ale się tak wkręciłam, że nie miałam życia poza blogiem.. Ale to też od tego dnia przestałam wierzyć tylko w jednego Boga.. Od 13 kwietnia 2012 roku wierzyłam jeszcze w Pięciu Bogów.. Wiesz, taki tam Harry, Zayn, Niall, Louis i Liam. Zwyczajna Piątka Idiotów, które wywróciła moje życie o 360 stopni i do dnia dzisiejszego kręci nim jak zwariowana :') Dziękuję Kamie, dzięki której jestem kim jestem<3 Nie wyobrażam sobie życia bez One Direction i Kamy <3 Najważniejsza Szóstka w moim życiu, nikt więcej.
ROZPISAŁAM SIĘ TYLE, BY WAM KURWA WBIĆ W TE TĘPE MÓZGI, ZAJEBANI HEJTERZY, ŻE STOLE-MY-HEART-XOXO NIKT NIE ROZWALI! BĘDZIEMY TU DO KOŃCA ŚWIATA! (nie wierzę, że będzie on 21 grudnia, bo 24 są przecież urodziny Louis'a :)) JEŚLI KTOŚ SĄDZI, ŻE PRZEZ KOMENTARZE ZMIENI NASZE NASTAWIENIE DO BLOGA I DO ONE DIRECTION TO SIĘ MYLI!
Następny dodamy już niedługo, LOVE LOVE LOVE :* /claudsssss

Teraz ja dodam coś o siebie. Dokładnie tak jak zaczęła swój post Clauds..Tak do niej napisałam..Słowo w słowo. Kocham tego bloga. Jest dla mnie jak dziecko. Oczywiście, żyję z tą świadomością, że kiedyś nadejdzie czas abyśmy obydwie to zakończyły. Ale nie porzucimy pisania. Powrócimy z nowym, lepszym blogiem. Chcę coś jeszcze dopisać ale nie wiem co..Klaudia napisała tutaj wszystko...Jak wiecie, albo nie wiecie..nie wiem.. XD Umiemy czytać sobie w myślach. Jest to czasami przerażające ale olewamy to. " i powiem wam, że Kamila potrafi się tylko chwalić i chwalić, a czasami tak kłamie, że nie wiadomo czy sie śmiać czy płakać.'' TO MNIE ZABOLAŁO, ALE NIE TAK BARDZO JAK TO " i tak naprawdę dziewczyny nie lubią one direction...'' TU ZROBIĘ PAUZĘ I POWIEM, ŻE ONE DIRECTION PISZE SIĘ Z WIELKIEJ LITERY KURWA! '' ...wyzywają ich od pedałków i gejów, to nie są true directioners. udają że ich lubią bo chcą być fajne, ale im to nie wychodzi'' TY KURWA ON NAPRAWDĘ, MUSI WIEDZIEĆ O MNIE WSZYSTKO, FAKTYCZNIE...-.-' Jest to dla mnie strasznie żałosne...i właśnie to najbardziej zabolało, że niby nie jestem TRUE DIRECTIONER...takiego chuja! ŚWIĘTĄ DATĄ BĘDZIE DLA MNIE ZAŁOŻENIE STOLE-MY-HEAT-XOXO I DATA KIEDY ZOSTAŁAM DIRECTIONERS...13 KWIETNIA 2012 - TO JEST DATA ZAŁOŻENIA NAJLEPSZEGO BLOGA JAKIEGO MIAŁAM. 1 LUTEGO 2011 - TO WŁAŚNIE TA DATA, URODZINY HARRY'EGO I JEDNOCZEŚNIE DATA KIEDY ZOSTAŁAM DIRECTIONERS... Hejterzy mogą mówić na mnie wszystko, że jestem dziwką, szmatą, kurwą, że nie szanuję innych, że kłamie..itp. ALE NIE MAJĄ PRAWA MÓWIĆ, ŻE NIE JESTEM TRUE DIRECTONERS. Nie mają prawa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Kocham tę 5 idiotów bardziej niż kogo kolwiek  zdołam pokochać. Obdarzyłam ich wielkim uczuciem. Może nigdy ich nie spotkam, nigdy nie pojadę na ich koncert bo mnie na to nie stać..Może nigdy ich nie poznam..JESTEM DUMNA Z TEGO, ŻE JESTEM DIRECTIONERS! I JESTEM DUMNA Z SIEBIE I Z CLAUDS, ŻE TO WŁAŚNIE DZIĘKI MNIE ONA ZAŁAPAŁA ONE DIRECTION INFECTION, z której nie da rady się wyleczyć. Nie dam hejterom tej satysfakcji, że usuniemy bloga, czy go zawiesimy...Niee... Hejterzy mnie jeszcze bardziej motywują..do pisania lepszych rozdziałów..NAJWAŻNIEJSZYMY OSOBAMI W MOIM ŻYCIU, KTÓRE ZMIENIŁY WSZYSTKO TO WŁAŚNIE ONE DIRECTION I ONA, CLAUDS <3.KOCHAM WAS DZIEWCZYNY. BĘDZIEMY PISAĆ DALEJ, NIE PODDAMY SIĘ! Człowiek jeszcze nie wie z kim zadziera... 
‎1. 1D nauczyło mnie, że warto spełniać swoje marzenia.
2. 1D nauczyło mnie, że z przyjaciółmi można dokonać wszystkiego.
3. 1D nauczyło mnie, że nie trzeba wygrywać we wszystkim, aby do czegoś dojść.
4. 1D nauczyło mnie, że nie należy zważać na tych, co mówią "nie".
5. 1D nauczyło mnie, że bycie innym nie znaczy bycie gorszym.
6. 1D nauczyło mnie, że zawsze trzeba być sobą.
7. 1D nauczyło mnie, że warto robić to, co się kocha.
8. 1D nauczyło mnie, że w każdym jest ukryte piękno.
9. 1D nauczyło mnie, że trzeba umieć śmiać się z siebie.
10. 1D nauczyło mnie, że zawsze trzeba się uśmiechać.
lots of love <333 ~Camille


P.S TO JEST NAJDŁUŻSZA NOTKA W MOIM ŻYCIU! ;oo